Nie tylko psy i koty, ale też nietoperze oraz lisy

1653

W ubiegłym roku miasto udzieliło pomocy ponad 100 zwierzakom znalezionym na ulicach Lubina. Były to nie tylko zagubione czy bezpańskie psy i koty, ale również nietoperze, jeże czy jerzyki. Co się z nimi potem stało?

Fot. Pixabay

Od stycznia tego roku bezdomnymi zwierzakami z Lubina zajmuje się Schronisko ze Świdnicy i to właśnie tam trafiają teraz psy i koty znalezione na ulicach miasta i to stamtąd mogą je odebrać właściciele (pisaliśmy o tym TUTAJ). Wcześniej miasto miało podpisaną umowę z gabinetem weterynaryjnym w Osieku. Tamtejszy weterynarz w ubiegłym roku udzielił pomocy zwierzętom 157 razy: 48 razy psom, 71 – kotom i 38 – innym zwierzakom, np. gołębiom, sarnom oraz jeżom.

Większość ze znalezionych na ulicach naszego miasta psów wróciła do dotychczasowych domów. Według danych Urzędu Miejskiego w Lubinie, 37 psiaków zostało odebranych przez właścicieli. Co ciekawe, wśród nich byli także „uciekinierzy recydywiści”, którzy dwa bądź więcej razy błąkali się bez opieki po ulicach. 10 psów zostało zaadoptowanych i znalazło zupełnie nowe domy. Tylko jeden nie miał takiego szczęścia i trafił do schroniska.

Fot. Pixabay

Z kotami sprawa nie jest już taka prosta, bo miasto pomaga zarówno domowym, które się zgubiły, jak i dziko żyjącym – jeśli takowej pomocy potrzebują.

Większość kotów, którymi w roku 2020 na zlecenie miasta musiał się zająć weterynarz miała jednak swój dom lub znalazła nowy i została odebrana przez właścicieli (32 czworonogi). Tylko cztery koty trafiły ostatecznie do schroniska. Pozostałe koty, gdy zostały wyleczone, zostały wypuszczone na wolność (chodzi o zwierzęta, które wcześniej żyły wolno). Były jednak i takie przypadki, gdy weterynarz nie był już w stanie nic zrobić, poza skróceniem cierpień kociaka. Część z nich była po wypadkach drogowych.

Fot. Pixabay

Lubin pomaga też dziko żyjącym kotom, dokarmiając je. Każdego roku w okresie jesienno-zimowym kupowana jest karma, którą mogą odebrać osoby dokarmiające takie czworonogi. Nie otrzymają jej jednak przypadkowi ludzie, a tacy, którzy zarejestrują się w urzędzie jako społecznie dokarmiający dziko żyjące w Lubinie koty. Karma wydawana jest na kota, a nie na człowieka, więc jeżeli kilka osób dokarmia koty na tym samym terenie, np. na jednych ogródkach działkowych, to otrzyma ją tylko jedna z nich.

Z powodu pandemii, w 2020 roku do lubińskiego urzędu po karmę dla kotów zgłosiło się nieco mniej niż zazwyczaj osób, bo około 20 zamiast ponad 30.

Tacy dokarmiający mogą również zgłosić koty do bezpłatnej sterylizacji. W 2020 roku miasto wykonało takich zabiegów 150, sprawdzając najpierw, czy na pewno chodzi o bezpańskie zwierzę.

Fot. Pixabay

Poza psami i kotami miasto zajęło się też jak zwykle dzikimi zwierzętami, które ucierpiały w wypadkach drogowych lub na przykład wypadły z gniazda. W 2020 roku nie trafiły się żadne nietypowe okazy. Pomocy weterynaryjnej potrzebowały między innymi: myszołów, lis, sroki, kuna, kos, nietoperz, gołębie, sarny, jeże oraz jerzyki. Te, które udało się wyleczyć, w zależności od gatunku zostały przewiezione do odpowiednich ośrodków ochrony dzikich zwierząt.