Duży problem ma do rozwiązania wójt gminy Lubin Tadeusz Kielan. Radni nie przyjęli uchwały w sprawie zamiaru likwidacji Gimnazjum Gminnego. To oznacza, że szkoły nie można już zlikwidować, ale też rodzi dodatkowe komplikacje. W wynajmowanym dotąd budynku nie zmieszczą się dodatkowe roczniki uczniów. Zostawiono więc szkołę, ale bez siedziby. Do września wójt musi znaleźć nowy budynek i przystosować go na potrzeby gimnazjalistów. A gmina takiego budynku nie ma.
Gminne Gimnazjum powstało dwa lata temu. Nie miało swojej siedziby. Poprzednia wójt dogadała się z dyrekcją Zespołu Szkół Ponadgimnazjalnych przy ulicy Skłodowskiej-Curie i tam ulokowano uczniów z gminy. Przez dwa lata obie placówki funkcjonowały równocześnie, dziś brakuje miejsca dla kolejnych roczników.
Dzieci muszą mieć warunki do nauki, więc wójt musiał jakoś problem rozwiązać. Gmina nie ma budynku, który nadawałby się na szkołę, więc trzeba było znaleźć inny, który można wydzierżawić. Ale sprawa nie jest taka prosta – budynek musi spełniać określone warunki, w tym jeden najważniejszy – w miejscowym planie zagospodarowania przestrzennego musi być przeznaczony na działalność oświatową. Nie udało się nic znaleźć, więc Tadeusz Kielan zaproponował, by szkołę zlikwidować, a uczniów wraz z nauczycielami przenieść do Gimnazjum nr 1 w Lubinie. Słowem, wrócić do modelu sprzed dwóch lat. Trzeba było działać szybko, bo o zamiarze likwidacji trzeba powiadomić co najmniej pół roku wcześniej.
Opozycyjni radni nie zgodzili się jednak na takie rozwiązanie. Na dzisiejszej sesji zagłosowali przeciw uchwale. Otrzymali za to brawa od rodziców, którzy walczyli o utrzymanie placówki.
Na aplauz od razu zareagowali sołtysi. – Nie ma się z czego cieszyć – mówili w stronę rodziców. – Nie martwicie się o to, że wasze dzieci nie mają się gdzie podziać? Że nie wiadomo gdzie i w jakich warunkach będą się uczyć?
– Martwimy się – odpowiada szefowa rady rodziców Monika Bartosiewicz-Maziarz. – Ale wierzymy, że pan wójt dołoży wszelkich starań, żeby zapewnić naszym dzieciom jak najlepsze warunki. Wszystko teraz w rękach pana wójta – dodaje.
Wójt nie kryje, że sprawa rzeczywiście jest trudna. Już wcześniej szukał dla szkoły innej siedziby. Bezskutecznie. Czy ma jakiś plan B?
– Na pewno coś wymyślę – po to zostałem wójtem, żeby rozwiązywać problemy w gminie. Ale najpierw zapytam radnych czy mają jakiś pomysł – informuje Tadeusz Kielan. – Od początku mówiłem, że jeśli ktoś ma inny, lepszy pomysł, to chętnie go zrealizujemy. Ale takich propozycji nie było. Zaproponowałem zamknięcie szkoły, ale wcale się nie upierałem, że to jedyne rozwiązanie. To był tylko jeden z wariantów, ale skoro mój pomysł też nie znalazł uznania, zapytam radnych czy mają pomysł co dalej – dodaje.
My też chcieliśmy zapytać radnych. Szefowa komisji oświaty Barbara Skórzewska odmówiła jednak komentarza, tłumacząc, że wszystko co chciała, powiedziała już na sesji.
Dziś w Gminnym Gimnazjum uczy się około 30 procent uczniów ze wsi. Pozostali wybrali miejskie szkoły. http://youtu.be/O3pilD-EHkA





