Poseł Norbert Wojnarowski nie poniesie żadnych konsekwencji prawnych w związku z aferą taśmową. Legnicka prokuratura odmówiła wszczęcia postępowania w tej sprawie.
Pod koniec października do mediów wyciekło nagranie, które okrzyknięto taśmami prawdy. Z rozmowy posła z Lubina z innym działaczem PO Edwardem Klimką wynikało, że Wojnarowski proponował mu pracę w KGHM w zamian za głosy na Jacka Protasiewicza podczas wyborów na szefa dolnośląskiej Platformy Obywatelskiej.
Na reakcję nie trzeba było długo czekać. Partyjny kolega Wojnarowskigo, eurodeputowany Piotr Borys zgłosił sprawę do prokuratury. Drugi wniosek wpłynął od posłanki Beaty Kempy z Solidarnej Polski.
– Sprawę przeanalizowano w kontekście ewentualnej realizacji znamion takich przestępstw jak: płatna protekcja, przyjęcie korzyści majątkowej oraz obietnicy udzielenia korzyści majątkowej, przekroczenie uprawnień przez funkcjonariuszy publicznych oraz przestępstwo wyborcze – wylicza prokurator Liliana Łukasiewicz.
Prokuratura zapewnia, że sprawdziła każdy ślad – od odsłuchania opublikowanych w mediach nagrań, przez stan prawny sytuacji, po przesłuchanie świadków. Ostatecznie odmówiono wszczęcia postępowania.
– Powody takiej decyzji to niemożność uznania KGHM za podmiot, w którym sprawca przestępstwa płatnej protekcji może powoływać się na wpływy. Dodatkowo działania Norberta Wojnarowskigo podejmowane były w ramach wyborów wewnątrzpartyjnych, jego zachowanie nie miało charakteru władczych działań funkcjonariusza publicznego, to jest posła na Sejm, a tym samym nie przekroczył on swoich uprawnień, ani nie dopełnił obowiązków – tłumaczy rzeczniczka prokuratury.
Śledczy tłumaczą też, że zabrakło dowodów, by zakwalifikować zachowanie Norberta Wojnarowskiego, a także Jacka Protasiewicza i Jacka Kardeli (wiceprezesa KGHM – przyp. red.) w kontekście przyjmowania korzyści majątkowej lub jej udzielenia albo obietnicy udzielenia takiej korzyści.
– W niniejszej sprawie bezspornym jest, że Norbert Wojnarowski w kontekście omawianych zachowań, nie działał jako funkcjonariusz publiczny. Przy podejmowaniu swych działań nie występował jako poseł na Sejm RP, lecz jako członek określonej partii politycznej, działający w jej imieniu i na jej rzecz – podsumowuje prokurator Łukasiewicz.





