Ci, którzy pamiętają tamte wydarzenia, zgodnie przyznają, że na ich wspomnienie nadal przechodzi ich dreszcz. Przyszli dziś pod pomnik Solidarności, żeby o tym, co wydarzyło się w Lubinie 31 sierpnia 1982 roku, nie zapomnieli inni, młodzi. A jak pokazały ostatnie dni, nie wszyscy Polacy słyszeli o Zbrodni Lubińskiej.
Jak zwykle w rocznicę wydarzeń z sierpnia 1982 roku pod pomnikiem przy Wzgórzu Zamkowym pojawiło się wielu lubinian. Stało się już tradycją, że mieszkańcy, aby uczcić pamięć zamordowanych wtedy osób, kładą pod pomnikiem pojedyncze czerwone róże.
Dziś mogli sobie przypomnieć sierpień sprzed 33 lat także dzięki zdjęciom, jakie wystawiono przy Wzgórzu. Niektórzy szukali na nich siebie, inni pokazywali dzieciom i wnukom, opowiadając przy okazji, co przed laty wydarzyło się w Lubinie. Wspominali świst kul, gaz łzawiący, milicyjne oddziały, niektórzy ze łzami w oczach.
– To było tragiczne przeżycie dla wszystkich mieszkańców Lubina – wspomina prezydent miasta Robert Raczyński. – Wtedy, 1 września, aby zaprotestować przeciwko temu, co się stało dzień wcześniej, na ulice wyszła jedna czwarta mieszkańców Lubina, czyli 15 tysięcy ludzi. Proszę sobie wyobrazić takie nielegalne zgromadzenie, które udało się zorganizować bez internetu czy bez kontaktu telefonicznego – dodaje.
– Tamte dni wracają zawsze w pamięci człowieka, który brał udział w tych wydarzeniach – przyznaje starosta lubiński Adam Myrda, który chce stworzyć w mieście stałą ekspozycję poświęconą Zbrodni Lubińskiej. – Tę wystawę, którą dziś można obejrzeć na przy pomniku, zrobiliśmy na szybko, ale wciąż pracujemy i gromadzimy materiały na stałą ekspozycję, która przypominałaby młodym o sierpniu 1982 roku. Mieszkańcy przynoszą nam materiały, ale wciąż czekamy na kolejne. Dostaliśmy już między innymi race, zdjęcia oraz klepsydrę jednej z ofiar napisaną odręcznie – wylicza.
Dzisiaj oczywiście nie obyło się bez nawiązań do tego, co wydarzyło się kilkanaście dni temu. Kiedy to w reklamie wódki wykorzystane zostało zdjęcie śmiertelnie rannego Michała Adamowicza zrobione przez Krzysztofa Raczkowiaka.
– Wtedy w 1982 roku odebrano nam trzech kolegów Michała Adamowicza, Andrzeja Trajkowskiego i Mieczysława Poźniaka. A ostatnio nasze serca po raz drugi zostały zranione, kiedy my już po chrześcijańsku wybaczyliśmy oprawcom. Rana została rozdrapana przez głupotę ludzką, gdy próbowano w reklamie alkoholu wykorzystać zdjęcie śmiertelnie rannego Michała Adamowicza. Popełniono ohydztwo – mówi Bogdan Orłowski, przewodniczący zarządu regionu Solidarności.
Ten temat przewijał się dziś także w prywatnych rozmowach lubinian, którzy przyszli pod pomnik czy oglądali wystawę.





