Karetką zawieźli go do Sejmu, tylko po to, by wziął udział w dzisiejszym głosowaniu nad votum zaufania dla rządu – w internecie aż wrze na temat lubińskiego posła PO Norberta Wojnarowskiego. Podobno partia zmusiła go do udziału w posiedzeniu Sejmu.
Dziś ważny moment dla Platformy Obywatelskiej. W parlamencie zaplanowano głosowanie nad votum zaufania dla rządu. O tego zależą dalsze losy premiera Donalda Tuska. Dlatego partia zwiera szeregi – podczas głosowania obecni muszą być wszyscy. Tymczasem wczoraj zagubił się jeden z parlamentarzystów tej partii – Roman Kaczor. PO usilnie poszukiwała go od kilku dni i dopiero dziś okazało się, że jest we Włoszech.
– Dlatego poproszono mnie, bym mimo złego stanu zdrowia wziął udział w głosowaniu – mówi nam Norbert Wojnarowski. Lubinianin dementuje jednak informację, jaką podał portal niezależna.pl, jakoby do Sejmu miał dziś przyjechać karetką.
– Wczoraj wieczorem źle się poczułem. Dostałem nagle gorączki, która przez kilka godzin nie spadała. Dlatego wezwano karetkę i trafiłem do szpitala – opowiada parlamentarzysta. – Dziś rano przyjechał po mnie do szpitala kierowca z Sejmu. Nie ma posła Kaczora, dlatego każdy głos się liczy. Poproszono mnie, bym przyjechał na głosowanie. Lekarz był przeciwko, ale ostatecznie się zgodziłem – przyznaje.





