Na Kubota czeka mama

367

Emocje towarzyszą każdemu meczowi syna, który ogląda. – Ale to było najbardziej emocjonujące widowisko, jakie widziałam – mówi z wypiekami na twarzy mama Łukasza Kubota, Dorota Kubot. – Dopiero teraz schodzą ze mnie te emocje – dodaje. Wczoraj niestety Łukasz przegrał z Jerzym Janowiczem. I to Jerzy przeszedł do półfinału Wimbledonu. – I tak jestem bardzo dumna z syna. Będę teraz kibicować Jurkowi. Bo nasza rodzina żyje tenisem – wyznaje lubinianka.

Dotarcie do ćwierćfinału najbardziej prestiżowego turnieju na świecie, czyli Wimbledonu, to ogromny sukces. To było marzenie Łukasza. – Cieszę się razem z nim, że udało mu się je zrealizować – mówi mama lubinianina. – Chociaż muszę przyznać, że do końca wierzyłam, że uda mu się awansować dalej i wygra z Jurkiem. Czuję, że to odchoruje. Jestem jednak niezwykle dumna z postawy Łukasza. Po meczu uściskał się z Jerzykiem i wymienili się koszulkami. Widać było, że się szanują i lubią. Cały świat się o tym rozpisuje. Mam nadzieję, że obaj będą wzorem dla innych sportowców – dodaje.

Pani Dorota tak przejęła się wczorajszym meczem, że jak mówi, z emocji nie pamięta, co się po tych zmaganiach działo. – Koleżanki mi mówią, że dzwoniły do mnie, odebrałam, ale nie pamiętam tej rozmowy – wspomina z uśmiechem.

Teraz z niecierpliwością lubinianka czeka na telefon od syna. – Niestety zepsuła mu się polska komórka, więc zadzwoni dopiero jak przyjedzie do Pragi. Dzisiaj, albo jutro. Ale śledzę wszystkie informacje o Łukaszu, jakie pojawiają się w mediach – mówi pani Dorota.

Lubinianka skrzętnie zbiera informacje o karierze syna i chowa je w pudełkach. Uzbierało się ich już z dziesięć. Łukasz, gdy przyjedzie do domu, może je przejrzeć, bo w czasie turniejów nie ma czasu na czytanie informacji.

A już w najbliższy poniedziałek Łukasz pojawi się w Polsce. Na godzinę 16.30 został zaproszony razem z Agnieszką Radwańską i Jerzym Janowiczem przez prezydenta do Belwederu. Potem przyjedzie do Lubina na dwa dni. Ale nie będzie czasu na odpoczynek. – Trzeba będzie pozałatwiać wszystkie te sprawy, na które nie było czasu przez pół roku, między innymi paszport – wyznaje mama Łukasza. – Zawsze jak Łukasz wraca do domu, ma ze sobą długą listę spraw do załatwienia. Ostatnio było na niej 70 punktów. Nie ma czasu, żeby usiąść i spokojnie porozmawiać. Marzę o takiej godzinie na luzie, żeby sobie porozmawiać z Łukaszem – dodaje.

Pani Dorota na każdym kroku podkreśla, że jest niezwykle dumna z obojga swoich dzieci. Podziwia swojego syna nie tylko za jego tenisowe sukcesy, ale i za to jaki jest. – Jest niezwykle skromny. Czasami myślę, że aż za bardzo – mówi. – Staraliśmy się wychować nasze dzieci na porządnych ludzi i myślę, że udało nam się przekazać im najważniejsze wartości.

Lubiniance jest przykro, gdy czyta niepochlebne komentarze w internecie na temat Łukasza. – Zawsze podkreśla, że jest z Lubina i tu jest jego dom. Choć urodził się w Bolesławcu, a jego baza treningowa jest w Pradze, to dom ma tutaj. To tutaj wraca, gdy tylko ma wolny czas – wyznaje pani Dorota.


POWIĄZANE ARTYKUŁY