Lubińska wojna gangów znów wróciła na wokandę. Tym razem badany jest wątek bijatyki na noże i inne niebezpieczne przedmioty, w wyniku której jedna osoba zginęła, a trzy zostały ranne. O udział w zajściu oskarżonych jest jedenastu mężczyzn w wieku od 29 do 36 lat. Wszyscy to mieszkańcy Lubina i Polkowic.
Dziś przed Sądem Okręgowym w Legnicy udało się wreszcie rozpocząć proces, w którym na ławie oskarżonych miało zasiąść w sumie 14 mężczyzn. Los jednego z nich jest jednak nieznany. Inny przebywa na zwolnieniu lekarskim. Sąd postanowił, że nie będzie dłużej zwlekał i zdecydował, że sprawy nieobecnych dziś osób zostaną rozpatrzone w odrębnych postępowaniach.
Oskarżyciel z Prokuratury Apelacyjnej we Wrocławiu, która prowadzi śledztwa dotyczące tzw. lubińskiej wojny gangów, po kolei odczytywał zarzuty. Wszystkie dotyczyły udziału w bójce, do której doszło 30 marca 2008 roku przy ul. Sztygarskiej w Polkowicach. Tylko jeden wiązał się z utrudnianiem postępowania, polegającym na zacieraniu śladów przestępstwa. Oskarżony 32-letni Maciej G. miał w nieznanym miejscu ukryć niebezpieczne przedmioty, którymi posługiwali się uczestnicy walki.
Sąd zdołał przesłuchać zaledwie pięciu oskarżonych. Żaden z nich nie przyznał się do winy. Mężczyźni wydawali się być w dobrych nastrojach. Doprowadzeni z zakładów karnych z entuzjazmem witali się z kolegami odpowiadającymi z wolnej stopy. Kiedy sąd dopytywał o ich aktualną sytuację życiową, większość mówiła o stałym zatrudnieniu, relacjach ze swymi partnerkami i dzieciach: nie tyle na ich utrzymaniu, co przede wszystkim wychowaniu. Z wyjaśnień większości oskarżonych wynika, że mają nie tylko rodziny, ale także odpowiedzialną i dobrze płatną pracę. Kilku z nich to pracownicy kopalń.
Główny oskarżony, 32-letni Adrian M., pojawił się w sądzie w kajdankach i asyście policjantów. Został doprowadzony z zakładu karnego, gdzie odsiaduje siedmioletni wyrok m.in. za udział w grupie przestępczej o charakterze zbrojnym. Jego postać przewija się we wszystkich procesach dotyczących tzw. grupy Samka.
Mężczyzna odmówił składania zeznań. Podczas poprzednich przesłuchań wyjaśnił, że nikogo nie nawoływał do wyjazdu na bijatykę do Polkowic. Zresztą tego dnia miał być ze swoją konkubiną w Książu. Świadków oskarżenia nazwał kłamcami.
Kolejni oskarżeni, przesłuchani dziś w sądzie, to osoby również dobrze znane z innych procesów dotyczących bandy Samuela G. I tak 35-letni Marek K. stwierdził, że dziś nie odpowie na żadne pytanie. On także odbywa karę więzienia. Został prawomocnie skazany na sześć lat. Podobną postawę przyjął jego o trzy lata młodszy brat Łukasz K. On również jest więźniem, mającym na koncie 6,5-letni wyrok. Twierdzi, że został pomówiony, a osoby świadczące przeciwko niemu są manipulowane.
Niewiele rozmowniejszy był 32-letni Marcin Ś. Odsiadujący czteroletni wyrok lubinianin zadeklarował, że będzie odpowiadał na pytania sądu, ale dopiero po zakończeniu postępowania dowodowego. Podobnie, jak jego koledzy nie zgadza się z zeznaniami świadków oskarżenia, a ściślej relacją dawnych znajomych, którzy teraz świadczą przeciwko nim.
Na koniec sąd przesłuchał 36-letniego Krzysztofa S. Mężczyzna odpowiada z wolnej stopy. Dotąd nie był „stałym bywalcem” Sądu Okręgowego w Legnicy.
W roli oskarżycielek posiłkowych występują trzy kobiety. Nieoficjalnie wiadomo, że to matka, siostra i partnerka mężczyzny, który zginął w wyniku ciosów zadanych podczas bijatyki. Najstarsza z nich złożyła dziś w sądzie wniosek o zadośćuczynienie w kwocie 100 tys. zł. Rekompensatę za stratę syna ma wypłacić siedmiu oskarżonych, w tym przebywający na zwolnieniu lekarskim Daniel P., a którego wątek został wyłączony do odrębnego postępowania.
Termin kolejnej rozprawy sędzia Andrzej Szliwa wyznaczył na wrzesień.
/aktualnosci,25932,zmierzch_krolow_nocy.html
/aktualnosci,25983,nieudany_poczatek_procesu.html





