Mieszkańcy mówią składowisku „nie”

63

Zarówno mieszkańcy gminy Lubin, jak i lokalne władze są jednomyślni – nie chcą już składowiska odpadów, prowadzonego w Kłopotowie przez obecnie konsorcjum firm R-Power i EKO REO. Na spotkaniu w Miroszowicach dyrektor generalny firmy R-Power Robert Sacewicz tłumaczył, z czego wynikają problemy spółki i zapewniał, że firma stara się wywiązać ze wszystkich swoich zobowiązań. Jego argumenty nie przekonały jednak ani mieszkańców okolicznych miejscowości, ani przedstawicieli samorządów.

img_6299

Kłopoty R-Power zaczęły się w zeszłym roku. Kontrole Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska wykazały, że firma nie przestrzega warunków zbierania i przetwarzania odpadów. Stwierdzono m.in., że znaczne ilości odpadów były zbierane nieselektywnie, a teren przeznaczony do magazynowania odpadów nie został właściwie uszczelniony i odwodniony. WIOŚ nałożył na firmę karę finansową, od której firma odwołała się do Głównego Inspektora Ochrony Środowiska. Postępowanie w tej sprawie trwa.

Dodatkowym „kamykiem do ogródka” stał się ubiegłoroczny wielki pożar na składowisku, którego całkowite ugaszenie trwało aż tydzień. Przedstawiciele firmy stanowczo zaprzeczają, że celowo zaniedbują swoje obowiązki i podkreślają, że odpady są jednocześnie towarem, a straty, jakie poniosła na skutek pożaru firma, wyniosły około pół miliona złotych. Z gromadzonych w Kłopotowie odpadów spółka produkuje tzw. paliwo alternatywne, które trafia do pieców przemysłowych.

– Starosta stwierdził, że zamknie nam tę firmę. Postawiono nam zakazy wjazdu. Konsekwencją tego jest zakaz wyjazdu, więc my literalnie czytając prawo nie możemy pozbyć się tych odpadów – mówi Robert Sacewicz, dyrektor generalny firmy R-Power. – Nasza spółka jest idealnym przykładem na to, gdzie można skierować uwagę mieszkańców. Konflikt w naszym przekonaniu jest wyłącznie między starostą a naszą firmą.

img_6305

Starosta nie ukrywa, że nie akceptuje działalności R-Power. Powodem tego są wyniki kontroli WIOŚ. Sprawy nie udało się załatwić polubownie, ponieważ od sierpnia zeszłego roku firma nie ma zarządu.

– Niestety, ze spółką nie możemy złapać kontaktu od wielu miesięcy. Nie ma zarządu, nie ma pełnomocnika, nie są odbierane pisma, wydane dla spółki decyzje są nierealizowane – mówi starosta lubiński Adam Myrda. – Tak, wydaliśmy polecenie postawienia tych znaków. Mało tego, ja doprowadzę do tego, że żaden transport już tam nie wjedzie, a jak sąd ustanowi w końcu likwidatora tej spółki i będziemy mieli wreszcie z kim rozmawiać, będziemy dążyli do tego, żeby w ogóle to składowisko zlikwidować.

Ewelina Ligęza, kierownik Referatu Ochrony Środowiska Starostwa Powiatowego w Lubinie, starosta lubiński Adam Myrda i dyrektor generalny R-Power Robert Sacewicz
Ewelina Ligęza, kierownik Referatu Ochrony Środowiska Starostwa Powiatowego w Lubinie, starosta lubiński Adam Myrda i dyrektor generalny R-Power Robert Sacewicz

Brak zarządu w R-Power stał się przyczynkiem do sporu, czy cofnięcie decyzji starosty jest w ogóle prawomocne. Obie strony mają na ten temat zgoła odmienne zdanie, a kwestia składowiska w Kłopotowie przez wiele miesięcy była niemal patowa.

Wczoraj w świetlicy wiejskiej w Miroszowicach po raz pierwszy spotkali się mieszkańcy oraz przedstawiciele władz samorządowych i firmy R-Power. Argumentacja Roberta Sacewicza, który próbował wytłumaczyć, jak działa reprezentowana przez niego firma i jakie są jej intencje względem regionu, nie przekonała niestety zebranych w świetlicy w Miroszowicach mieszkańców gminy Lubin. O to, jak mają się sprawy ze składowiskiem, mają oni pretensje zarówno do firmy, jak i do lokalnych władz.

– Prawda jest taka, że R-Power rządzi. Samorząd niby coś robi – i powiat, i gmina – ale nic się nie dzieje – denerwuje się Aleksander Kosior, mieszkaniec Miroszowic. – Firma robi to, na co jej się pozwala. A że firma postępuje bandycko, to jest inna sprawa.

– Gdybym ja odkładał śmieci na swojej działce, zostałbym ukarany i zmuszony do ich usunięcia, a tu się robi taką wolną amerykankę. My za to cierpimy, a dopuściły do tego władze. Ten pan śmieje się wszystkim w twarz i nikt z tego nie może wybrnąć – dodaje Krzysztof Szypuła z Kłopotowa.

r-power-skladowisko-klopotow-spotkanie-z-mieszkancami-9

Z taką opinią urzędnicy zdecydowanie się nie zgadzają: – Musimy działać ściśle według przepisów i możemy zrobić tyle, na ile nam te przepisy pozwalają. Chyba nikt nie chciałby, żeby urzędy zaczęły to prawo łamać? – ripostuje Maja Grohman, rzecznik wójta gminy Lubin.

Mieszkańcy są zgodni także w jeszcze jednej kwestii – nawet gdyby R-Power zaczęła prowadzić działalność ściśle według zaleceń WIOŚ, drugiej szansy już od nich nie otrzyma.

– Zawiedli nasze zaufanie. Byłyby protesty i to duże, które na pewno nie skończyłyby się tym, że ktoś zamydliłby nam oczy – twierdzi mieszkanka Kłopotowa, Ewa Gil. – Pan dyrektor niczym mnie nie przekonał, on wybiela to, co jest czarne. Jeżeli ta firma nie może dotrzymać swoich zobowiązań, to dlaczego mamy jej po raz drugi uwierzyć i pozwolić dalej działać?

– Nas nie interesują przepychanki prawne, bo my nie jesteśmy od tego. Nam, mieszkańcom to po prostu przeszkadza. Waga tego naszego problemu jest naprawdę duża, bo nie bez powodu pojawił się tu pan starosta. Sprawa jest poważna – mówi Barbara Skórzewska, radna gminy Lubin, która wraz z radnym Patrykiem Jarkowcem zorganizowała spotkanie w Miroszowicach. – Celem nie jest zaprzestanie dowożenia tych śmieci, tylko całkowita likwidacja tego wysypiska. Nie chcemy już mieć tego księżycowego widoku – dodaje Jarkowiec, który sam jest mieszkańcem Kłopotowa.

Barbara Skórzewska i Patryk Jarkowiec
Barbara Skórzewska i Patryk Jarkowiec

Takie nastawienie społeczności lokalnej może utrudnić realizację planów R-Power, której nadal zależy na wybudowaniu w Kłopotowie profesjonalnej instalacji do pirolizy. Plany te może też pokrzyżować fakt, że Starostwo złożyło wniosek do sądu o ustanowienie kuratora dla spółki. Konsekwencje mogą być jednak znacznie poważniejsze.

– Mamy informację z sądu, że 17 listopada o godzinie 11.30 odbędzie się pierwsza rozprawa już nie o ustalenie kuratora, a likwidatora dla spółki. Jeżeli nie uprzątnie tego spółka, spocznie to na likwidatorze, który z majątku spółki będzie musiał ponieść koszty uprzątnięcia wszystkich odpadów przywiezionych na teren działki – informuje Ewelina Ligęza, kierownik Referatu Ochrony Środowiska w Starostwie Powiatowym.

Dyrektor R-Power złożył w październiku zawiadomienie do prokuratury o możliwości popełnienia przez Starostwo przestępstwa na szkodę spółki, polegającego na rozpowszechnianie nieprawdziwej jego zdaniem informacji o cofnięciu R-Power zezwolenia na zbieranie odpadów i narażenie firmy na utratę dobrego imienia. Robert Sacewicz zapowiada, że firma będzie walczyć o swoje prawa na drodze sądowej. Starostwo Powiatowe jest na sądową batalię gotowe.

– Nie podejrzewam, że oddadzą to tak lekką ręką, zwłaszcza że – jak słyszymy – na tym się dobrze zarabia. Tylko jak się zarabia, to trzeba też inwestować, a jak słyszeliśmy, żadna inwestycja, nawet zalecana przez WIOŚ, nie została zrealizowana – odpowiada Adam Myrda.

O kłopotowskim składowisku będzie zatem głośno jeszcze nie raz, tym bardziej, że Prokuratura Rejonowa w Głogowie prowadzi przeciwko R-Power śledztwo, w którego toku dwie osoby usłyszały już zarzuty składowania, usuwania, przetwarzania, odzyskiwania lub transportu odpadów w sposób zagrażający życiu lub zdrowiu wielu osób lub mogący wyrządzić poważne zniszczenia środowiska naturalnego. Postępowanie to zostało wszczęte na podstawie zawiadomienia złożonego przez starostę lubińskiego.

Do sprawy wrócimy.