Liderzy partyjni nie przebierają w słowach. „Mafia, dyktatura” – tak prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński oraz szef lokalnych struktur Sojuszu Lewicy Demokratycznej Ryszard Zbrzyzny nazwali ruch Bezpartyjnych Samorządowców, zainicjowany przez prezydenta Roberta Raczyńskiego. Powód? Raczyński powiedział „stop partiom politycznym”. Uważa, że partie niszczą samorządy, dlatego jest ich zdecydowanym przeciwnikiem.
Cztery lata temu, także przed wyborami, mieliśmy do czynienia z podobną sytuacją. PO, PiS i SLD wystawiały swoich kandydatów na prezydenta Lubina i wspólnie organizowały konferencje, na których ich kandydaci jednoczyli się przeciw bezpartyjnemu Robertowi Raczyńskiemu.
Dziś politycy znów krytykują bezpartyjność. Zaczął Jarosław Kaczyński. Szef PiS kilka dni temu przyjechał do Lubina, by poprzeć Krzysztofa Kubowa, kandydata tej partii na prezydenta naszego miasta. Przy okazji skrytykował też działalność Roberta Raczyńskiego i innych bezpartyjnych samorządowców z Dolnego Śląska.
– Partie polityczne zapewniają pewien mechanizm kontroli odpowiedzialności. Jeżeli ktoś się skompromituje w samorządzie, to kierownictwo partii, zwykle na to reaguje. Jeśli partii nie ma, to takiej kontroli też nie ma – uważa Jarosław Kaczyński. – Mechanizm partyjny jest immanentnie związany z demokracją. Nie ma demokracji bezpartyjnej. Przed wojną próbowano stworzyć modele takiej demokracji i nigdy to się nie udało, zawsze była to dyktatura. Więc jeśli ktoś woli dyktaturę, to proszę bardzo – dodaje prezes PiS.
Następnego dnia podobną opinię odnośnie Bezpartyjnych Samorządowców wygłosił Ryszard Zbrzyny, szef SLD w naszym regionie. Na konferencji pojawił się w towarzystwie kolejnego kandydata na prezydenta – Krzysztofa Olszowiaka, do niedawna związanego z PO, oraz byłego europosła tej samej partii – Piotra Borysa.
– Oni stworzyli swoją partię. Partię samorządowców, którzy uprawiają swoją prywatną politykę, za którą nikt nie będzie ich rozliczał. Chyba będą odpowiadać tylko przed Bogiem i historią albo przed wyborcami w akcie wyborczym, który za chwilę będzie miał miejsce – uważa szef SLD. – Ich główną ideą jest własny interes. Użyję nawet mocnego słowa, że to jest układ mafijny. Ich jedyna idea to utrzymać się przy władzy – dodaje.
Co na to sami zainteresowani? Odpowiadając szefowi PiS, Robert Raczyński przypomina, że to właśnie silne przywództwo partii politycznych wybrało dyktatorów XX wieku.
– Hitleryzm i bolszewizm został wykreowany przez silne przywództwo partyjne. W związku z tym kierunek interpretacji wydaje mi się błędny – uważa. – Po drugie, my w przeciwieństwie do partii politycznych, jesteśmy kontrolowani przez kilkanaście organizmów państwowości polskiej. Natomiast partie polityczne poza tym, że zgłaszają deklaracje na co wydały pieniądze, nie są w ogóle kontrolowane. Żadne organy, ani służby administracyjne państwa nie kontrolują w Polsce partii. Mimo że są finansowane ze źródeł publicznych – zauważa prezydent Lubina.
Raczyński krótko odpowiada też Zbrzyznemu. – Myślę, że przesadził mówiąc, że ja odpowiadam przed Panem Bogiem i historią. Takiego władztwa nie mam i nawet uchyliłbym się przed takim obowiązkiem – ucina. – Odpowiadam tylko przed mieszkańcami.
Sprawę komentuje też inny z Bezpartyjnych Samorządowców – Emilian Stańczyszyn, były burmistrz Polkowic, a dziś szef tamtejszej rady miejskiej i Związku Gmin Zagłębia Miedziowego.
– My, bezpartyjni, mówimy o konkretach: o drogach, kolejach, szkołach, parkach. Za nami stoją dokonania, a jakie dokonania w parlamencie stoją za tymi panami, którzy nas oceniają? – pyta Stańczyszyn. – Porównajcie tony protokołów pokontrolnych, które są w naszych urzędach z kontrolami partii politycznych. My pracujemy tutaj, na naszym terenie, ludzie to widzą i nas wybierają. Partie żyją z pieniędzy publicznych, z naszych podatków, a my bezpartyjni – z naszych prywatnych składek. My sami się składamy na kampanię wyborczą, a oni biorą z budżetu państwa nasze wspólne podatki – zauważa.





