Pielęgniarki nie odpuszczają. W czwartek odbędzie się dwugodzinna akcja strajkowa, a pracownice Regionalnego Centrum Zdrowia odejdą od łóżek pacjentów. – Tylko czy ktoś pomyślał o interesie ogółu? Tych ludzi, którzy leczą się w szpitalu? – pyta rozgoryczony lubinianin, który przez zły stan zdrowia, często wymaga pomocy medycznej.
Przedmiotem sporu jest regulamin wynagradzania. A właściwie zmiany, które w nim wprowadzono w ubiegłym roku. – Tracimy w nim prawo do świadczeń socjalnych, do nagród jubileuszowych, odpraw emerytalnych czy wczasów pod gruszą – wylicza Małgorzata Siwoń, szefowa Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych.
Pielęgniarki i położne zaczęły więc głośno walczyć o swoje prawa. Poszły do mediów, by nagłośnić sprawę. – Ale dlaczego akurat teraz? Gdzie były w ubiegłym roku, kiedy podpisywano regulamin? Teraz, kiedy zbliża się koniec roku i trzeba negocjować z Narodowym Funduszem Zdrowia nowe kontrakty, aby pacjenci mieli zapewnioną opiekę na przyszły rok, panie zaczynają strajk – denerwuje się jeden z lekarzy.
Nie chce podawać swojego nazwiska, bo – jak mówi – szpital to mała społeczność. – Każdy się tam zna, więc po co mi problemy – mówi medyk. – Wszyscy wiemy, że w służbie zdrowia jest coraz gorzej. I coraz mniej pieniędzy. Ale jakoś trzeba to ciągnąć, bo ludzi trzeba przecież leczyć. My i tak jesteśmy w gorszej sytuacji, bo zarabiamy coraz mniej – przypomina.
Pielęgniarki przyznają, że to nie jest najlepszy moment na strajkowanie. Ale jednocześnie bronią się, że zostały do tego wręcz zmuszone. – Zgadza się, teraz prezes powinien się zająć kontraktowaniem nowych umów z NFZ. Ale nasze negocjacje trwały przez 9 miesięcy i nie przyniosły rozwiązania, dlatego musimy sięgnąć po inne metody. Tym bardziej, że pakiet gwarancji już się nam skończył. Przez te miesiące cały czas liczyłyśmy na porozumienie z panem prezesem, ale on celowo wszystko przeciągał – broni się Anna Szałaj, szefowa Związku Zawodowego Pracowników Ochrony Zdrowia i Pomocy Społecznej.
Prezes szpitala Rafał Koronkiewicz pokazuje dokument z audytu za rok 2010, z którego wynika, że na wynagradzanie personelu przeznaczanych było aż 72 procent całego budżetu placówki. I potwierdza, że przez niekorzystne kontrakty, lekarze zarabiają teraz rzeczywiście dużo mniej.
– O około 15 procent. A co do pielęgniarek i położnych udało się utrzymać te same pensje – zauważa prezes. – Nie zgodzę się też, że przedłużałem negocjacje. Odpowiadałem na każde pismo, wspólnie ustalaliśmy terminy spotkań – tłumaczy, zaznaczając, że potwierdzają to dokumenty. – Teczka z naszą korespondencją jest naprawdę gruba – wskazuje. Omawiane dokumenty były badane również przez Najwyższą Izbę Kontroli i Państwową Inspekcję Pracy. Obie te instytucje nie potwierdziły zarzutów związków zawodowych.
Mimo że – jak mówią szefowe trzech związków zawodowych, czyli Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych, Związku Zawodowego Pracowników Ochrony Zdrowia i Pomocy Społecznej oraz NSZZ „Solidarność” – większość jej członków zdecydowała się strajkować, to dziś nie wiadomo, czy w czwartek rzeczywiście przyłączą się do akcji. Prawnicy dopatrzyli się bowiem, że będzie ona nielegalna w przypadku pracowników, którzy zaprzestaną pracy na stanowiskach, urządzeniach i instalacjach, na których zaniechanie pracy zagraża zdrowiu lub życiu ludzkiemu (zgodnie z art. 19 ust. 1 ustawy o rozwiązywaniu sporów zbiorowych) .
Taką opinią prezes podzielił się z załogą. I za to pismo pielęgniarki zdenerwowały się jeszcze bardziej.– Odbiera się nam prawo do wolnych związków zawodowych. To zastraszanie i szantaż załogi. Pójdziemy z tym do starosty. Mamy swoje opinie prawne odnośnie legalności strajku. Jest on legalny, a zastraszanie pracowników i związkowców zgłosimy do prokuratury i Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka – denerwuje się Małgorzata Siwoń.
– Związki zawodowe oczywiście mają prawo do strajku, ale prawo nie zezwala im na odejście od łóżek pacjentów. Narażenie na utratę zdrowia pacjentów jest w mojej opinii nieetyczne i może powodować skutki karne, dlatego czułem się w obowiązku, by uprzedzić o tym moich pracowników – tłumaczy spokojnie prezes Koronkiewicz.
Mimo sporu zarządu z pielęgniarkami i położnymi, szpital funkcjonuje normalnie. Prezes zapewnia, że każdy, kto potrzebuje pomocy medycznej, na pewno ją otrzyma. Co więcej, ostatnio udało się wynegocjować z Narodowego Funduszu Zdrowia pieniądze na dodatkowe poradnie: leczenia bólu, onkologiczną, gruźlicy i chorób płuc, medycyny sportowej, chirurgii onkologicznej, leczenia wad postawy, preluksacyjną, okulistyczną i okulistyczną dla dzieci. Otwarto je miesiąc temu i są dla pacjentów całkowicie bezpłatne.





