Zwykła ludzka złośliwość czy może brak zrozumienia dla niepełnosprawnych? Pani Monika nie może zrozumieć zachowania personelu medycznego lubińskiego szpitala. – Z tatą na wózku inwalidzkim musiałam objechać budynek dookoła, bo jedna z pielęgniarek nie chciała otworzyć mi drzwi. Powiedziała, że jest zimno. Jak tak można ludzi traktować? – denerwuje się lubinianka.
Kobieta zwróciła się do nas z interwencją, bo – jak mówi – nie może pozwolić, by w taki sposób traktowano niepełnosprawnych pacjentów, którzy i tak już mają w życiu pod górkę.
– Mój tato, chory na cukrzycę, po amputacji nogi, na wózku inwalidzkim, był ostatnio pacjentem szpitala. Przygotowywano go do zabiegów dializowania – opowiada kobieta. – Ale żeby dostać się na oddział należy wejść do budynku. I tutaj zaczynają się schody – przyznaje.
Front budynku to schody i wejście dla wózków przez piwnicę. Parking znajduje się za chodnikiem. Z tyłu budynku jest drugi podjazd dla wózków wraz z miejscem postojowym pod samą rampą zjazdową. Tam też swoje auto zaparkowała pani Monika i poszła na oddział po tatę. – Ale wracając zastałam zamknięte drzwi. Poprosiłam o otwarcie, na pielęgniarka odpowiedziała mi, że to jest przejście służbowe, a drzwi nie otworzy, bo jest zimno – dodaje poirytowana.
Kobieta usłyszała, że ma przejechać przez piwnicę i wyjść drzwiami głównymi z podjazdem z piwnicy. Nic nie dało tłumaczenie, że auto jest z drugiej strony, a przejazd po ośnieżonych i oblodzonych chodnikach z wózkiem inwalidzkim jest naprawdę trudne.
– A gdyby mój tato był sam? Nie dałby rady. Dziwi mnie, iż personel nie rozumie trudów osób niepełnosprawnych. I po co buduje się podjazdy skoro prowadzące do nich drzwi są zamykane? – pyta kobieta.
Kierownictwo szpitala bije się w pierś i zapewnia, że taka sytuacja nie powinna mieć miejsca. – Przepraszamy panią za zaistniałą sytuację i dziękujemy za zgłoszenie tej sprawy – podkreśla Wiesław Matusiak, szef administracji w szpitalu przy ulicy Bema. – Wszystkie oddziały szpitalne zostały już zobowiązane żeby nie stwarzać pacjentom barier komunikacyjnych – podkreśla.
Wiesław Matusiak dodaje, że boczne drzwi zamykane są ze względu na bezpieczeństwo pacjentów. Zdarzało się, że do szpitala wchodziły przypadkowe osoby, które wykorzystywały nieuwagę i osłabienie leczonych tam osób i zwyczajnie je okradały. – Ale mimo wszystko musimy być ludźmi i rozumieć potrzeby chorych. Mamy nadzieję, że taka sytuacja już się u nas nie powtórzy – zapewnia.





