W PKS będzie strajk, to już pewne. Chce tego zdecydowana większość załogi. I choć, przed jego ogłoszeniem, związkowcy dali jeszcze prezesowi czas na reakcję, ten już dziś zapowiedział, że żadnych rozmów nie będzie.
Decyzja o strajku to efekt pięciodniowego referendum w spółce. Wzięła w nim udział zdecydowana większość załogi, która zagłosowała za strajkiem. Chcą 20-procentowej podwyżki i zapłaty zaległych świadczeń socjalnych za 2013 i 2014 rok, ale nie godzi się na to prezes.
![]()
– Pan prezes cały czas twierdził, że to my, dwaj związkowcy, nakręcamy sprawę, że ludzie wcale nie podzielają naszej opinii i nie chcą strajku. Teraz widać czy nas ludzie popierają czy nie. I co na to prezes? – pyta Piotr Humecki, szef NSZZ Pracowników PKS w Lubinie. –Ludzie byli zastraszani i baliśmy się, że przez to mogą nie zagłosować. Ale wynik jest bardzo dobry. Dziękujemy wszystkim, którzy wzięli udział w referendum – dodaje.
W głosowaniu wzięło udział prawie 90 procent załogi PKS, a czego aż 68,5 procent opowiedziało się za strajkiem. Teraz związkowcy dali prezesowi czas na reakcję. – Apelujemy do prezesa niech się w końcu opamięta. Tutaj robi się coraz gorzej, ludzie mają dość jego rządów i dali świadectwo tego w swoim głosowaniu – podkreśla Humecki.
![]()
Ale prezes decyzję już podjął. – Nie będę już rozmawiał ze związkowcami, bo te postulaty, których żądają, zrujnowałyby spółkę – mówi wprost Kazimierz Ziółkowski, szef PKS.
Zapewnia też, że wynik referendum nie jest dla niego zaskoczeniem. – Przy tak postawionym pytaniu, które sprowadza do stwierdzenia czy chcesz być pięknym, młodym i bogatym, czyli czy chcesz mieć 20 procent podwyżki i fundusz socjalny, to trudno się oprzeć takim pokusom. Dziękuję wszystkim, którzy głosowali, bo frekwencja była bardzo dobra. Ten wynik 30 procent przeciw strajkowi, przy pełnej swobodzie głosowania, uważam za bardzo dobry – dodaje Ziółkowski.
Związkowcy jeszcze nie zdecydowali kiedy i w jakiej formie będą strajkować. – Długo na pewno nie będziemy czekać. Są różne możliwości: jest strajk normalny, czyli powstrzymanie się od pracy, może być strajk okupacyjny czy głodowy. Chcielibyśmy najłagodniej, żeby pasażerowie za bardzo tego nie odczuli. Jesteśmy stąd i nie chcemy uprzykrzać życia swoim sąsiadom. Ale widać prezesowi na tym nie zależy, bo on nie jest z Lubina – uważa Piotr Humecki.
PKS to przede wszystkim komunikacja miejska. Ale to też autobusy międzymiastowe, które kursują po okolicznych gminach i dowożą dzieci do szkoły, studentów na zajęcia, a dorosłych do pracy. Może się więc okazać, że autobus nie przyjedzie lub przyjedzie później. Dla spółki oznaczałoby to ogromne kary finansowe. Prezes Ziółkowski zapewnia jednak, że nie dopuści do takiej sytuacji.
– Autobusy na pewno wyjadą, daję gwarancję. Ani autobusy ani obiekty nie są własnością pracowników. W tej spółce jest właściciel, który chroni to mienie przed zaborem. Może być jedynie problem, że nie miałby kto wyjechać, ale sądzę, że z tym też sobie poradzimy – podkreśla Kazimierz Ziółkowski. http://youtu.be/7KYd7q19cg4





