W czasie kampanii odwiedził wszystkie 37 miejscowości gminy wiejskiej Lubin. Rozmawiał z ludźmi, opowiadał o swoim programie wyborczym. Kandydatowi na wójta Tadeuszowi Kielanowi zaufało prawie 36 procent mieszkańców. Wraz z Ireną Rogowską trafił do drugiej tury. Ale w tej kampania wkroczyła na inne tory – zaczęły się oskarżenia, straszenie mieszkańców. Kielana nazwano „likwidatorem”. Chciał pokazać, że żadnej likwidacji nie będzie i zwrócił się do sądu. Wyrok nie był po jego myśli, mimo to kandydat nie zamierza się odwoływać. – Ważna jest uczciwość i odpowiedzialność za słowa. Ja za swoje biorę – podkreśla Tadeusz Kielan.
![]()
W trybie wyborczym kandydat zwrócił się do sądu okręgowego, kiedy gmina została wręcz zalana ulotkami i banerami, na których Kielana nazwano likwidatorem wszystkiego. Kielan jako wójt ma zlikwidować szkoły, przedszkola, ośrodki kultury, przedstawiono go nawet jako koparkę, która równa gminę z ziemią. Sytuacja osiągnęła kuriozum. Każdy z materiałów podpisany był szyldem KWW Rogowska, Szumlański, dlatego Kielan poszedł do sądu.
Chciał przede wszystkim usunięcia szkalujących go banerów, tym bardziej, że jak już wielokrotnie powtarzał – nie jest za likwidacją gminy, ale jej integracją z miastem.
– W polskim prawie nie przewidziano likwidacji gminy. Wszystkie sprawy związane z ewentualnym połączeniem z miastem zostaną przedstawione mieszkańcom gminy, których decyzja w referendum będzie wiążąca. To mieszkańcy zdecydują czy chcą połączenia. A takie referendum odbyłoby się dopiero w 2018 roku, czyli przed następnymi wyborami – podkreśla raz jeszcze Kielan.
Sąd nie przychylił się do wniosku kandydata. Sędzia uznała, że skoro Kielan przewiduje w swoim programie przyłączenie gminy do miasta, to fizycznie ta gmina przestałaby istnieć. – W miejsce dwóch jednostek samorządu terytorialnego powstałaby jedna jednostka samorządowa wspólna dla obszaru wiejskiego, jak i dla miasta – uzasadniała sędzia Anna Młyniec.
![]()
Tadeusz Kielan rozważał odwołanie. Ostatecznie podjął jednak decyzję, że ostatnich dni przed wyborami nie zamierza tracić w sądzie. Woli kontynuować swój cykl spotkań z mieszkańcami.
– Chciałem, po raz kolejny, już nie powiedzieć, ale tym razem zamanifestować, że żadnej likwidacji nie będzie. Ani gminy ani szkół, ani Ochotniczych Straży Pożarnych. Pokazałam także, że nie zamierzam się bezczynnie przyglądać, jak okłamuje się mieszkańców gminy, bo ci ludzie na to zwyczajnie nie zasługują. Taki był mój cel. Dla mnie najważniejsze jest zaufanie mieszkańców, to oni muszą uwierzyć we mnie i mam nadzieję, że wielu z nich udało mi się już przekonać, wielu jeszcze przekonam. Spotkania mam zaplanowane do piątku do północy – dodaje na koniec kandydat na wójta.





