KGHM. Pod ziemią w mniejszych grupach

10490

KGHM wprowadza na wszystkich swoich oddziałach tzw. plan rozluźnienia. Oznacza to dbałość, by w jednym miejscu równocześnie nie przebywało zbyt wiele osób. – Takie dwa miejsca to autobusy pracownicze i klatki, którymi załoga zjeżdża na dół i to właśnie na nich szczególnie skupiamy dziś naszą uwagę – tłumaczy Lidia Marcinkowska-Bartkowiak, dyrektor naczelny do spraw komunikacji.

Fot. Zdjęcie ilustracyjne

W tej sprawie w ciągu ostatnich kilku dni otrzymujemy coraz więcej zgłoszeń. – W klatce jest po kilkadziesiąt osób, jeden stoi obok drugiego, my się zwyczajnie boimy – informują nas górnicy.

O zdrowie swoich mężów, ojców czy braci martwią się też ich partnerki, żony, córki. – Syn nie chodzi do przedszkola, ja też zostałam w domu, ale jak mamy czuć się bezpieczni, kiedy mąż codziennie ma w kopalni tak bliski kontakt z tyloma ludźmi. Stoją razem w tej klatce, razem na łaźniach, tam o zarażenie koronawirusem przecież nie trudno. Ja nie wiem gdzie wczoraj był kolega męża, z kim miał styczność – mówi nam jedna z lubinianek.

KGHM zapewnia, że robi co może, by zwiększyć bezpieczeństwo wśród załogi. – Miejsca, gdzie równocześnie może się zebrać większa grupa pracowników to autobusy pracownicze i klatki. Zdecydowaliśmy się na wprowadzenia planu rozluźnienia – tłumaczy dyrektor Marcinkowska-Bartkowiak.

Co to oznacza? W zależności od wielkości klatki, jednorazowo na dół może zjechać od 15 do 40 osób. Pozostali muszą czekać na kolejny zjazd. Jeśli klatka jest mała, wówczas mówimy o 15 pracownikach, ale w większych, które na ogół mieszczą nawet do 100 osób, teraz może ich zjechać maksymalnie 40. – To obniżenie o 20-30 procent pracowników podczas jednego zjazdu. Dodatkowo każdy z pracowników może wcześniej pobrać maskę ochronną – informuje Lidia Marcinkowska-Bartkowiak. – Konsultowaliśmy się z zakaźnikami, największe ryzyko zakażenia jest, gdy przebywamy około 10-15 minut z chorą osobą, tutaj na szczęście zjazd trwa około 3 minut, więc ryzyko też jest dużo mniejsze.

Natomiast autobusy pracownicze są teraz dodatkowo dezynfekowane. KGHM zaznacza, że w obecnej sytuacji najlepiej byłoby gdyby załoga docierała do pracy prywatnym transportem, jednak mając świadomość, że nie każdy ma taką możliwość, autobusy nadal wożą pracowników. Tych jest jednak dużo mniej, zresztą podobnie jak w komunikacji miejskiej.

Dodatkowo – mimo że zakładowe stołówki i kantyny nie podlegają takim samym wytycznym jak bary i restauracje i nie muszą być zamykane, to Polska Miedź, postanowiła również w tych miejscach wprowadzić zmiany. – Nasi pracownicy otrzymują posiłki spakowane na wynos, z zestawem jednorazowych sztućców, nie ma możliwości zjedzenia ich w środku. Stosujemy tu tą samą zasadę – chcemy uniknąć gromadzenia się większej liczby osób w jednym miejscu – podsumowuje dyrektor.

Przypomnijmy, że w ubiegły piątek KGHM ogłosił też, że – ze względów bezpieczeństwa – tymczasowo wstrzymuje obowiązkowe badanie na trzeźwość wśród załogi. Pisaliśmy o tym TUTAJ.


POWIĄZANE ARTYKUŁY