Miedziowa Solidarność bije na alarm: – To nie jedzenie, to trucizna! – mówią jej działacze o posiłkach profilaktycznych, wydawanych górnikom w kopalniach. Związek zwrócił się już do zarządu KGHM o natychmiastowe zaprzestanie podawania takiego jedzenia i rozwiązanie problemu.
Dostawca pożywienia, PHU Lubinpex, nie zgadza się z zarzutami związkowców i przypomina, że podczas pokazów oferowanego asortymentu, nie zgłaszano dotąd żadnych uwag, co do jakości żywności. Co ważne, w tych prezentacjach udział biorą również przedstawiciele organizacji pracowniczych.
Skargi na jedzenie, zgłaszane przez pracowników KGHM, związkowcy otrzymywali już od dawna. Potwierdzają to sami górnicy. – Dostajemy kartki na wędliny, sery, tłuszcz i soki. Ale tych wędlin nawet nikt nie bierze. Koledzy wcześniej brali dla zwierząt, ale nawet psy nie chcą tego jeść. Wybieramy co najwyżej pasztety – mówi wprost jeden z górników strzałowych.
Przeczą temu statystyki podawane przez Lubinpeks (szczegóły w załączniku). – Dostawcy produktów, wchodzących w skład posiłków profilaktycznych, to renomowani producenci żywności, np. Hortex, Sokołów, Mlekowita, Unilever, Kruszwica. Wszyscy znajdują się na liście tak zwanych dostawców kwalifikowanych i podlegają regularnemu nadzorowi, w tym corocznym audytom zewnętrznym. Ostatni odbył się tydzień temu – zauważa prezes Lubinpeksu Ryszard Plichta, który zapewnia, że żywność tych dostawców nie wzbudza zastrzeżeń instytucji kontrolnych. Spółka podkreśla, że te same zresztą produkty można nabyć w wielu innych sieciach sklepowych. I nigdzie nie zgłaszano zastrzeżeń.
Józef Czyczerski, szef miedziowej Solidarności, tłumaczy, że związek próbował reagować już dawno. – Rozmawialiśmy z dostawcami, ale okazało się, że nic nie można tu wskórać. Ale nawet nie o dostawcę tu chodzi. Nie mamy nic do niego, chodzi tylko o to, żeby jedzenie zwyczajnie nadawało się do jedzenia – wyjaśnia.
Związek, za swoje pieniądze, wysłał partię jedzenia do badań. Opinia wydana przez dr hab. inż. Karolinę Łoźną z katedry żywienia człowieka Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu jest jednoznaczna: te posiłki nie nadają się do jedzenia!
„Nie odpowiadają wytycznym rozporządzenia rady ministrów w sprawie posiłków profilaktycznych i napojów. Ogólnie wartość energetyczna tych posiłków jest zbyt niska. Zawierają około dwukrotnie więcej energii pochodzącej z tłuszczu, natomiast dwukrotnie mniej energii z węglowodanów. Niezadowalająca jest również zawartość białka”.
– Mamy też bardziej szczegółową opinię, z której wynika wprost, że to nie są posiłki profilaktyczne, ale szkodliwe. Spożywanie takiej paszy, bo inaczej tego nazwać nie można, ma skutki ujemne dla organizmu – przestrzega Józef Czyczerski. – Dla przykładu zawiera takie rodzaje tłuszczy, których w żaden sposób nie da się spalić. Odkładają się w organizmie, a pozbyć się ich można tylko operacyjnie – mówi wprost związkowiec.
Ze względu na powagę stawianych zarzutów, Lubinpex zlecił już przeprowadzenie dodatkowych badań produktów, których jakość jest kwestionowana przez związkowców. Firma zwróciła się o wydanie niezależnej opinii do najbardziej renomowanej instytucji: akredytowanego Laboratorium Oceny Żywności i Diagnostyki Zdrowotnej przy Szkole Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie. – Po otrzymaniu wyników badań, najpóźniej za trzy tygodnie, udostępnimy je wszystkim zainteresowanym stronom – zapewnia Rafał Sikora, kierownik działu marketingu i PR.
Związkowcy podnieśli larum. Na początek zwrócili się do zarządu Polskiej Miedzi, czyli pracodawcy do niezwłocznego podjęcia rozmów z przedstawicielami załogi, by rozwiązać problem. – Liczymy, że zarząd potraktuje ten temat poważnie i podejmie rozmowy. Chodzi przecież o zdrowie pracowników. Jeśli nie, zgłosimy sprawę w prokuraturze – kończy Czyczerski.
Władze Lubinpeksu nie kryją zaskoczenia i rozgoryczenia. – Najlepszym potwierdzeniem dbałości naszego przedsiębiorstwa jest przyznana w ubiegłym roku nagroda Food Business Awards dla najlepszej kantyny pracowniczej w Polsce. Otrzymał ją nasz bufet Smakosz przy szybie Św. Jakub – mówią przedstawiciele gastronomicznej firmy i na dowód dołączają kopię dyplomu.





