„Jeszcze świeci”. Laura pokonała chorobę i śpiewa, by dać nadzieję innym

58

Dwa lata temu jej największym marzeniem było po prostu wrócić do domu. Do brata, koleżanek, szkoły i ukochanego tańca. Dziś 10-letnia Laura Giża z Lubina znowu siedzi w szkolnej ławce, nagrywa własne piosenki i myśli o powrocie na parkiet. Razem z tatą Sebastianem postanowiła też symbolicznie zamknąć najtrudniejszy rozdział swojego dzieciństwa. Dziś, 10 września, w sieci pojawił się ich pierwszy teledysk – „Jeszcze świeci”. To opowieść o chorobie, strachu, nadziei i o tym, że nawet w najciemniejszym momencie można znaleźć światło.

Od lewej: Girson oraz Laura z tatą Sebastianem

Kiedy w listopadzie 2024 roku pisaliśmy o Laurze po raz pierwszy, miała osiem lat. Tańczyła, jeździła na turnieje, chodziła do drugiej klasy Szkoły Podstawowej nr 14 w Lubinie i – jak każde dziecko – miała swoje plany i marzenia.

Najpierw na jej ciele pojawiły się niepokojące plamki. Później przyszło osłabienie. Wizyta u lekarza, szpital, kolejne badania i wreszcie Przylądek Nadziei we Wrocławiu. Tam rodzice usłyszeli diagnozę, której żaden rodzic nigdy nie chciałby usłyszeć: ostra białaczka limfoblastyczna.

Przed Laurą były miesiące leczenia, chemioterapia i długie pobyty w szpitalu. Przed całą rodziną – dwa lata życia podporządkowanego chorobie.

Sebastian Giża doskonale pamięta jeden ze swoich pierwszych dłuższych pobytów z córką w szpitalu. – Powiedziałem: „Laura, mamy dwie opcje. Albo leżymy i patrzymy w sufit, albo ten zły czas zmieniamy na dobry” – wspomina tata dziewczynki.

Laura wybrała drugą możliwość. – Powiedziałam, że będziemy sprawiać, żeby ten zły czas był dobry – mówi dziś 10-latka.

I rzeczywiście próbowali. Na tyle, na ile pozwalały szpitalna sala, samopoczucie i kolejne etapy leczenia. Włączali muzykę. Śpiewali. Laura uczyła tatę tańczyć. Z czasem dołączały do nich inne dzieci z oddziału.

– Poznałam tam trochę nowych koleżanek i kolegów. Dzięki temu czas na oddziale nie był już taki zły. Jak ktoś jest chory, to najlepiej zająć głowę czymś innym i nie myśleć cały czas o chorobie. Gry, tańce, wszystko po trochu pomaga – opowiada Laura.

Muzyka zaczęła znaczyć dla nich coraz więcej. Sebastian i Laura nagrywali własne wersje znanych utworów i publikowali filmiki w internecie. Pod nimi pojawiały się komentarze. Także od rodziców innych chorych dzieci. Pisali, że oglądają. Że się uśmiechają. Że te nagrania dodają im siły.

– To z kolei niosło nas. Dostawaliśmy energię, żeby zrobić następny film i wymyślić coś nowego – przyznaje Sebastian.

Aż pewnego dnia Laura powiedziała: „Tato, a może nagramy swoją piosenkę?”. – Odpowiedziałem: „Jasne, córka. Robimy” – uśmiecha się Sebastian.

Z jednej piosenki narodził się większy pomysł. Ojciec i córka postanowili opowiedzieć muzyką o dwóch latach, które zmieniły ich życie. O leczeniu, emocjach, ludziach spotkanych po drodze i chwilach, kiedy mimo wszystko udawało się śmiać.

– Powoli zbliżamy się do końca leczenia. Marzeniem Laury od dawna było nagranie własnej piosenki. Podczas jej przygotowywania pomyśleliśmy, żeby całą historię leczenia i ludzi, których spotkaliśmy, zamknąć w formie płyty. Zamknąć tę historię i odstawić ją na półkę – mówi Sebastian.

Nie chodzi jednak wyłącznie o pożegnanie z przeszłością. Giżowie chcą, żeby ich muzyka trafiła również do tych szpitalnych sal, w których dziś inne dzieci i ich rodzice słyszą diagnozę i rozpoczynają drogę, którą oni sami przeszli.

– Chcemy, żeby nasza historia dawała nadzieję i siłę tym, którzy dopiero zaczynają tę bardzo trudną drogę. Jeśli choć jednej osobie tą płytą czy piosenką pokażemy, że można w tym wszystkim odnaleźć siebie i zrobić coś dobrego, będzie to dla nas najlepsze podsumowanie tego, co stworzyliśmy – dodaje tata Laury.

Kamil Góral

W realizacji muzycznego marzenia pomaga im Kamil Góral – akustyk Centrum Kultury Muza, realizator dźwięku prowadzący studio FeatLab i raper występujący jako Girson. Kiedy Sebastian zadzwonił z propozycją, nie potrzebował wiele czasu do namysłu.

– Sporo wcześniej udzielałem się charytatywnie, organizowałem koncerty dla dzieci czy schronisk. Seba zadzwonił i długo się nie zastanawiałem. Podjąłem rękawicę, stoję w narożniku razem z Sebą i Laurą i lecimy z płytą – mówi Kamil Góral.

Część pierwszego teledysku powstała w Centrum Kultury Muza w Lubinie. Góral, który ma za sobą nagranie 11 płyt, odpowiada za muzyczną stronę przedsięwzięcia. – Laura to taki nieoszlifowany diament. Teraz pracujemy nad tym, żeby go oszlifować.

Pierwszy efekt tej pracy można zobaczyć właśnie dziś. 10 września na YouTube premierę ma utwór „Jeszcze świeci”. Słowa powstawały wspólnie, ale – jak podkreśla Sebastian – zapisane w nich emocje są przede wszystkim ich własne.

Płyta ma być gotowa w listopadzie. Być może najważniejsze w tej historii jest jednak to, co dzisiaj dla 10-latki staje się znowu zwyczajne. Laura wróciła do szkoły. Jest uczennicą czwartej klasy SP nr 14 w Lubinie. Śpiewa, nagrywa i coraz śmielej spogląda w stronę swojej dawnej pasji.

– Najpierw chodziłam na akrobatykę. Jak zaczęłam szkołę, zaczęłam też tańczyć. Pojechałam nawet na obóz. Później przyszła choroba i wszystko przerwała. Teraz wróciłam do szkoły, zaczęłam śpiewać i chciałabym też wrócić do tańca – mówi.


Swoje piosenki będzie nagrywać jako „LaLi”. To pseudonim szczególny, bo właśnie tak nazywała ją przyjaciółka Pola.

A kiedy pytamy Laurę o największe marzenie, odpowiedź nie dotyczy sceny, liczby wyświetleń ani muzycznej kariery. – Wygrać z chorobą już na zawsze.

Ta historia ma jeszcze jedną ważną datę: 26 listopada. Wtedy ma nastąpić oficjalne zakończenie leczenia Laury. Dziewczynka pojedzie do Przylądka Nadziei we Wrocławiu – miejsca, które przez ostatnie dwa lata było świadkiem jej walki. Laura uderzy w słynny dzwon. Jego dźwięk na oddziale oznacza zakończenie leczenia onkologicznego. Dla rodziny Giżów będzie to kilka sekund, na które pracowali przez dwa długie lata.

Fot. BM


POWIĄZANE ARTYKUŁY