Niewiele brakowało, by przepadła dotacja, którą gmina Lubin otrzymała na remont świetlicy i pomieszczeń przedszkolnych w Księginicach. Zakończenie prac wymagało drobnej korekty w Wieloletniej Prognozie Finansowej. Zdaniem urzędników, zmiana kosmetyczna, ale nie dla radnych opozycyjnych. I tak z drobnostki zrobił się wielki problem, nad którym dyskutowano ponad godzinę.
Na remont świetlicy w ubiegłym roku gmina dostała 320 tys. zł unijnej dotacji. Podstawowy warunek – prace mają się zakończyć najpóźniej w maju tego roku. – Jeśli nie zakończymy zadania, stracimy dofinansowanie – tłumaczy Marzena Kosydor, skarbnik gminy Lubin.
W międzyczasie okazało się, że konieczne jest wykonanie dodatkowych prac. I zlecenie ich już teraz, żeby zdążyć z remontem na czas. Chodziło o dodatkowe 30 tys. zł. Dlatego na ostatniej sesji, którą wójt zlecił w trybie pilnym, jako jeden z punktów pojawił się zapis o zmianie w WPF. – Zmiana dotyczy zwiększenia środków na zadanie remont świetlicy i przedszkola w Księginicach. Jej wprowadzenie jest konieczne, dlatego że musimy zlecić roboty dodatkowe, które są niezbędne do zakończenia tej inwestycji. Im później będziemy je zlecać, tym później skończymy zadanie. Może się okazać, że nie skończymy go w terminie wymaganym umową o dofinansowanie – tłumaczyła radnym skarbniczka.
![]()
Ale radni opozycji uznali, że przesuną ten punkt na następną sesję. Powód? Skarbniczka nie przyszła na posiedzenie Komisji Budżetu i Finansów i nie wytłumaczyła radnym na co dokładnie gmina chce wydać te 30 tys. zł. Tak przynajmniej twierdził szef komisji Paweł Łukasiewicz. Na nic zdały się tłumaczenia, że skarbniczka choć na komisję chciała przyjść, to nikt jej nie zaprosił, ani nie poinformował o terminie posiedzenia. Zdaniem radnych, miała wiedzieć i tyle.
Szef komisji nie chciał się też zgodzić na przerwę, podczas której urzędnicy odpowiedzieliby na wszystkie pytania radnych. Był nieugięty – wniosek ma być przesunięty na następne posiedzenie rady. Dyskusja trwała prawie godzinę. Dopiero po jej upłynięciu radny w końcu zgodził się na przerwę. Radni – za zamkniętymi drzwiami – spotkali się ze skarbniczką i wtedy wszystko już było jasne. Jednogłośnie – co jest ostatnio rzadkością na sesjach rady gminy – zgodzili się na zmianę w prognozie.
– Słuchać się już tego nie da. Kiedyś można było się czegoś ciekawego dowiedzieć na sesjach, teraz tylko pyskówki i przepychanki – skwitowali na koniec posiedzenia sołtysi.





