Górnik uratował życie Brazylijczyka

17

Na co dzień pracuje jako górnik operator w Zakładach Górniczych Lubin. Jest jednak wyjątkowym człowiekiem. Oddał szpik dla 15-latka z Brazylii, w ten sposób ratując mu życie – Zbigniew Bochenek to już czwarta osoba zarejestrowana przez Drużynę Szpiku KGHM, która pomogła swojemu genetycznemu bliźniakowi.

Bliźniak pana Zbigniewa odnalazł się bardzo daleko, bo aż w odległej Brazylii. W przypadku białaczki, która nagle zaatakowała organizm nastolatka, kilometry nie miały jednak żadnego znaczenia. Ważne, że w bazie dawców znalazł się lubinianin. Ważne, że mógł zostać dawcą i że się na to zgodził.

– To coś niesamowitego uratować komuś życie. Oczywiście musimy jeszcze poczekać, czy przeszczep się przyjmie. Jeśli nie, jestem gotowy raz jeszcze oddać szpik. Ważne, by ten chłopak wrócił do zdrowia i mógł dalej żyć – mówi Zbigniew Bochenek.

Mężczyzna do bazy potencjalnych dawców zarejestrował się dwa lata temu. Pamięta, że akcja prowadzona była na szybie Lubin Wschodni, gdzie pracuje. – To był impuls. Przyszedłem do pracy zobaczyłem kolejkę, jakieś zapisy, obejrzałem plakaty, przeczytałem informacje i się zapisałem – mówi skromnie.

Niedawno otrzymał telefon, że ktoś potrzebuje jego pomocy. Bez wahania zdecydował, że pomoże. Szpik od mężczyzny pobrano z jego krwi obwodowej we wrocławskiej Klinice Hematologii, Nowotworów Krwi i Transplantacji Szpiku. Zabieg trwał około czterech godzin. W tym czasie krew dawcy przeszła przez separator komórkowy. To w nim komórki macierzyste szpiku zostają oddzielone od krwi, która wraca z powrotem do dawcy. Wcześniej, przez kilka dni pan Zbigniew przyjmował leki, które zwiększyły ilość komórek szpiku w jego krwi.

– To nic strasznego. Tylko chwilowy ból głowy, zastrzyki podskórne, które zwiększały produkcję szpiku w moim organizmie. Przez kilka dni trochę gorzej się czułem, jak przy przeziębieniu. To wszystko jest jednak do zniesienia. Mogłem wprawdzie przyjąć leki przeciwbólowe, ale zrezygnowałem z tego. Jak już oddaję szpik, to chciałem żeby był jak najlepszy. Poświęciłem kilka dni, ale dzięki temu pomogłem uratować życie młodego człowieka – mówi mężczyzna.

Pan Zbigniew całą sytuację traktuje bardzo emocjonalnie. Młody Brazylijczyk, któremu pomógł, jest bowiem w wieku jego młodszego syna. – Kiedy pomyślę, że na drugim końcu świata jacyś rodzice martwią się o życie swojego dziecka, tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że dobrze zrobiłem. Nie ma nic gorszego, jak choroba, na którą nie mamy wpływu – podkreśla.

Jeśli przeszczep się przyjmie, i zarówno dawca jak i biorca wyrażą taką chęć, obaj panowie będą mogli się poznać. Pan Zbigniew zapewnia, że nawet kilometry dzielące Polskę i Brazylię nie są dla niego przeszkodą. – Już teraz prosiłem panią z Fundacji DKMS, by informowała mnie o stanie zdrowia chłopaka. Jeśli będzie dobrze, bardzo chciałbym go poznać. W Brazylii mieszka moja kuzynka, więc już zapowiedziałem rodzinie, że możemy ją odwiedzić, a przy okazji poznać tego chłopca. Dziś myślę o nim jak o synu, którego mam gdzieś daleko – dodaje wzruszony.

Mężczyzna zachęca też kolegów górników, by także zarejestrowali się w bazie potencjalnych dawców. – Właściwie wszystkich do tego zachęcam. Ale uważam, że tego trzeba być pewnym. Nie można się zarejestrować, a potem wycofać. W klinice we Wrocławiu poznałem pana, który dowiedział się, że jest dawca. Ale przed pobraniem szpiku, kiedy ten człowiek zaczął przyjmować leki i gorzej się poczuł, nagle zrezygnował. Nie wolno nam tego robić. Nie możemy dawać człowiekowi nadziei na życie i za chwilę jej odebrać, bo na przykład rozbolała nas głowa. Jeśli się zdecydujemy zostać dawcą, bierzemy na siebie odpowiedzialność za czyjeś życie – podkreśla na koniec.


POWIĄZANE ARTYKUŁY