Górnicy też tracą na Polskim Ładzie

7418

Prawo i Sprawiedliwość poprzez nowy ład okrada de facto o jedną pensję wszystkich górników i hutników – twierdzi poseł Piotr Borys z Platformy Obywatelskiej. Wraz z szefem dolnośląskich struktur PO, Michałem Jarosem, zorganizował dziś konferencję prasową przed siedzibą Centrali KGHM, krytykując jedną z największych reform obecnego rządu – Polski Ład.

Od lewej: Piotr Borys i Michał Jaros

– Do naszych biur zgłaszają się emerytowani górnicy, którzy przez całe życie ciężko pracowali, z informacją, że mają obniżone emerytury – od 100 do nawet 500 złotych. Spowodowane jest to wprowadzeniem „nowego ładu”. Konstytucja powinna chronić prawa nabyte emerytów, a tak się nie stało – mówi Piotr Borys, wskazując, ile Polski Ład będzie kosztował też aktywnych zawodowa pracowników przemysłu miedziowego. – Jesteśmy po wielu spotkaniach z górnikami i związkami zawodowymi. Według naszych wyliczeń, górnik będzie musiał oddać ze swojego wynagrodzenia między 5 a 10 tysięcy złotych. Wszystko dlatego, że nie ma możliwości odliczania składki zdrowotnej.

Wysokości styczniowych wypłat faktycznie wywołały burzę wśród pracowników KGHM. Na internetowych forach, skupiających załogę miedziowego holdingu, przeczytać można wiele komentarzy, z których wynika, że wprowadzenie nowych zasad spowodowało obniżenie górniczych pensji netto o kilkaset złotych.

W zeszłym tygodniu podobne zaskoczenie przeżyli przedstawiciele innych grup zawodowych.

– Dostało się na początku roku nauczycielom, służbom mundurowym, przedsiębiorcom, a na koniec tym, którzy najciężej pracują, bo czternaście miesięcy w roku. Średnio górnik wyrabia w ciągu roku nawet 400 nadgodzin. Nie ma górnika, który w miesiącu nie przepracowałby kilku sobót i niedziel, a teraz będzie musiał oddać jedno wynagrodzenie. To nic innego, jak kara dla ludzi ciężko pracujących – uważa Borys.

Ubiegłotygodniowa burza wokół pensji nauczycieli i funkcjonariuszy mundurowych spowodowała, że rząd na szybko postanowił znów zmienić przepisy. W lutym wynagrodzenia mają zostać wyrównane.

– Podatki zmniejszą się dla około 18 mln Polaków – to 70 proc. pracowników. Dla kolejnych 20 proc. pracowników obciążenie podatkiem i składką nie ulegnie zmianie. 90 proc. podatników albo skorzysta na zmianach, albo będą dla nich neutralne – obiecywał 5 stycznia podczas konferencji prasowej Jan Sarnowski, podsekretarz stanu w Ministerstwie Finansów.

Podczas konferencji prasowej 5 stycznia politycy PiS ponownie zapewnili, że wszystkie osoby, które zarabiają do 12 800 zł brutto, nie stracą na Polskim Ładzie (fot. gov.pl)

Zaledwie dwa dni później resort zmienił zasady wyliczania zaliczki na poczet podatku dochodowego, decydując, że nowe reguły mają obowiązywać już od soboty. W rezultacie w tych firmach, które wypłacają pensje 10 stycznia, pracownicy księgowości musieli w jeden dzień – w niedzielę – zapoznać się z nowelizacją przepisów i wdrożyć ją w życie. Styczniowe wynagrodzenia muszą być liczone według starych i nowych zasad, a ich wypłata ma być dokonana według tych reguł, które okażą się korzystniejsze dla pracownika.

Potwierdza to opinię Michała Jarosa, że rewolucja w polskim systemie podatkowym wprowadzona została w sposób nieprzemyślany i chaotyczny:

– Ta reforma jest wprowadzana w trudnym dla Polski czasie, kiedy szaleje drożyzna, jest wysoka inflacja, która w grudniu wyniosła 8,6 proc., przez co wszyscy tracimy jedną pensję. Przecież codziennie słyszymy o jakimś nowym rozporządzeniu, bo coś nie zostało doprecyzowane. Ta ustawa została po prostu źle przygotowana, na kolanie. Jest początek stycznia, jest czas, żeby się cofnąć, uderzyć w pierś i powiedzieć „przepraszam, wycofujemy się z tego, bo to jest trudny moment na wprowadzenie takich rozwiązań” – uważa goszczący dziś w Lubinie parlamentarzysta.

Obaj posłowie deklarują, że na najbliższym posiedzeniu Sejmu zażądają przywrócenia starych zasad podatkowych i objęcia ochroną praw nabytych przez emerytów, nie tylko górniczych. Otwarcie też zachęcają do protestów przeciwko utrzymaniu zasad Polskiego Ładu.

– Myślę, że wcześniej czy później z tymi protestami wyjdą na ulice także górnicy i hutnicy. Nie ma sekundy, żeby się o tym na kopalniach i hutach nie rozmawiało – tyle otrzymujemy sygnałów i telefonów z prośbą o interwencję – podsumowuje Piotr Borys.