Miedziowa Solidarność domaga się spotkania z zarządem KGHM. I to w trybie pilnym. Związkowcy uważają bowiem, że spółka dyskryminuje pracowników na stanowiskach robotniczych pod ziemią.
Sprawa zaczęła się, kiedy Solidarność zapowiedziała, że chce podwyżek. Szczególnie jeśli chodzi o górników zajmujących stanowiska robotnicze. Zdaniem związku, właśnie ta część załogi zdecydowanie najrzadziej otrzymuje podwyżki.
Zarząd nie widzi problemu. Jego zdaniem różnice w wynagrodzeniach mogą wynikać m.in. z faktu, że pod ziemią – ze względu na przepisy emerytalne – często zmienia się załoga. Starsi odchodzą na emeryturę, a młodsi, którzy zajmują ich miejsca, nie mają jeszcze doświadczenia, więc i pensje mają niższe. A to przekłada się na statystyki.
– Uważamy ten argument za wysoce nietrafiony, a ponadto odbieramy to jako próbę mataczenia – mówią wprost związkowcy. – My kwestionujemy dynamikę płac w porównywalnych grupach, dół robotnicze i nierobotnicze, a nie do zatrudnionych ogółem. Twierdzenie, że „zastępowanie pracowników starszych z wyższym wynagrodzeniem, pracownikami młodszymi z niższą pensją ma wpływ na średnią płacę”, dotyczy zarówno pracowników zatrudnionych zarówno na stanowiskach robotniczych jak i nierobotniczych. Nie jest to jednak argument na kwestionowanie słuszności naszego żądania zmierzającego do zaprzestania dyskryminacji pracowników na stanowiskach robotniczych pod ziemią – podkreślają.
Pismo w tej sprawie trafiło już do prezesa Herberta Wirtha. Teraz Solidarność czeka na odpowiedź.





