Alarm w Zespole Szkół Sportowych. Podczas uroczystego apelu uczniowie nagle zaczęli mdleć i wymiotować. Dyrektor natychmiast przerwała uroczystość i zarządziła ewakuację. Strażacy sprawdzają co się dzieje. Żaden gaz nie był wyczuwalny.
Uroczystość z okazji Święta Niepodległości podzielono na dwie części. Najpierw w uroczystej gali na sali gimnastycznej wzięli udział uczniowie podstawówki, potem miał się odbyć apel dla uczniów gimnazjum i liceum.
– Ale dzieci nagle zaczęły mdleć i wymiotować. Natychmiast ewakuowaliśmy wszystkich na dwór, wezwaliśmy karetki i straż pożarną – relacjonuje Barbara Szymańska, dyrektor placówki. – Odwołaliśmy też drugą część apelu. Cały czas trwa akcja. Uczniowie, którzy czuli się najgorzej pojechali karetkami do szpitala – relacjonuje.
Na razie nie wiadomo czy ktoś z uczniów rozpylił jakąś nieznaną substancję czy może nagle zaczął ulatniać się gaz. – Nagle wszystkim zrobiło się słabo. Zemdlało chyba z 50 osób. Ktoś musiał coś rozpylić – opowiadają uczniowie szkoły.
Jak się dowiedzieliśmy na oddział dziecięcy lubińskiego szpitala trafiło jak dotąd około czworo dzieci. – Łącznie przebadaliśmy ośmioro dzieci. Czworo zostało przyjętych na oddział. Przebadana była też szkolna pielęgniarka, ale ostatecznie została zwolniona do domu – tłumaczy Agnieszka Bukowska, koordynator ds. kontroli zakażeń zakładowych lubińskiego szpitala.
Więcej uczniów szpital na Bema nie jest w stanie przyjąć, bo zwyczajnie brakuje miejsc na oddziale. Dzieci są więc badane przez lekarzy przychodni Medicus, część trafiła też do szpitali w Legnicy i Głogowie. Na razie nie wiadomo ilu uczniów łącznie potrzebowało pomocy medycznej.
Wciąż nie wiadomo też co było przyczyną nagłych zasłabnięć dzieci. – Nasze urządzenia niczego nie wykazały, żadnych gazów. Dlatego dochodzenie w tej sprawie prowadzi policja. Być może lekarze po przebadaniu dzieci będą mogli powiedzieć coś więcej – informuje oficer dyżurny lubińskiej straży pożarnej.





