Domykamy wielkie inwestycje i zaczynamy nowe

643

Nowy rok to zawsze czas pytań o przyszłość – o to, co przed nami, co się zmieni, jakie decyzje zapadną i jak wpłyną one na codzienne życie mieszkańców. Rok 2026 to dla Lubina czas domykania wielkich, strategicznych inwestycji, ale też czas trudnych wyborów, które – jak podkreśla prezydent miasta Robert Raczyński – są nieodłącznym elementem odpowiedzialnego zarządzania samorządem.


O planach inwestycyjnych, bezpieczeństwie mieszkańców, sporcie, oświacie, gospodarce odpadami, a także o emocjach, jakie budzą niektóre decyzje, z prezydentem Lubina rozmawiała Mariola Ankutowicz.

Panie Prezydencie, Nowy Rok zwykle kojarzy się z nowymi planami i inwestycjami. Czego w 2026 roku mogą spodziewać się Lubinianie?

– Rok 2026 to przede wszystkim czas kończenia dużych, strategicznych inwestycji, które realizujemy od kilku lat. One pochłaniają ogromne środki, dlatego nie da się wszystkiego robić naraz. Chcemy domknąć ten etap i jednocześnie rozpocząć nowe działania – przede wszystkim związane z bezpieczeństwem mieszkańców. Stawiamy na bezpieczeństwo, dlatego projektujemy i będziemy budować schrony.

I tu pojawiają się aquapark oraz hala lodowa – obiekty sportowe, które mają pełnić również funkcję schronów. Skupmy się na aquaparku. Mieszkańcy dopytują o termin otwarcia.

 – Oczywiście wszyscy chcielibyśmy otworzyć aquapark jak najszybciej, nawet jutro, ale to niemożliwe. Przede wszystkim przez ogromną biurokrację. Przepisy dotyczące schronów są mnożone do absurdalnych poziomów szczegółowości. Konsultacje, uzgodnienia, operatorzy sieci, projektanci… Ta nadmierna administracja, czyli ta biurokracja, opóźnia nam niestety działania.

Mówimy o aquaparku czy Hali Lodowej ?

– O wszystkich inwestycjach, które mają elementy podziemne. Aquapark, Hala Lodowa, parkingi – wszystko będzie wzmacniane pod kątem odporności na wstrząsy. To są proste projekty, które mają być wytrzymałościowe, a jakie miasto bądź jaki teren w Polsce, zna się lepiej na odporności na wstrząsy niż miasto Lubin czy górnicy z KGHM, którzy budują przecież takie rzeczy podziemne, żeby były odporne i żeby przypadkiem się nie zawaliło? Lubin jest wyjątkowym miastem w Polsce, bo posiada sam w sobie olbrzymią odporność na wstrząsy, a to dlatego, że praktycznie wszystkie obiekty w naszym mieście zostały wzmocnione przed wstrząsami górotworu. To powoduje, że przy średnim bombardowaniu miasto Lubin nie odczuje tej klęski, które spotka w takiej sytuacji inne miasta w Polsce.

Czy takie obiekty pomieszczą wszystkich mieszkańców w razie zagrożenia?

– Nie oszukujmy się – nie. Dlatego projektujemy osiem punktów schronowych, praktycznie pod każdym osiedlem. Mówimy o Hali Lodowej, Rynku, Ustroniu IV, Przylesiu oraz o osiedlu Staszica.

W przypadku Rynku – czy są już konkretne plany? Trzeba będzie wysiedlić mieszkańców?

Tak, projekty są już gotowe, ale na tym etapie nie ma mowy o wysiedleniach. Natomiast jeśli schron w centrum będzie rozbudowywany, wtedy konieczne będą rozmowy i trudne decyzje.

Czy są konkretne terminy realizacji?

– Unikamy podawania konkretnych dat. To tylko wywołuje niepotrzebne spekulacje.

Wracając do inwestycji sportowych – aquapark ma być otwarty jesienią?

– Taki jest plan, chociaż zima zaskoczyła nie tylko drogowców, lecz także budowlańców. Zgodnie z prawem każdy dzień z temperaturą poniżej 5 stopni pozwala wykonawcy wydłużyć termin. W związku z czym nie wiemy, czy to nastąpi 1 września czy 10 października, ale wiemy jedno – aquapark zostanie otwarty jesienią.

A Hala Lodowa?

– Jesteśmy na etapie projektowania, ale idealnie składa się to z czasem, kiedy nasze panczenistki będą lada moment startowały w Igrzyskach Olimpijskich. Stawiamy na sport i to pokazuje, że Hala Lodowa jest miejscem, którego brakuje, by wybitnych sportowców z naszego miasta i regionu było jeszcze więcej. Śmiało można powiedzieć, że Hala Lodowa uwieńcza i zamyka tak naprawdę budowę całego kompleksu sportowego w Lubinie. Zaczęliśmy przecież od hali widowiskowo-sportowej, która się świetnie wpisała.

To prawda, ten kompleks już teraz wpływa funkcjonowanie całego miasta.

– Zdecydowanie. Restauratorzy dziękują za halę sportową, bo wydarzenia sportowe i kulturalne napędzają lokalną gospodarkę. To wszystko się zazębia – sport, kultura, gastronomia, transport. Zaczęliśmy od hali, później mieliśmy budowę nowoczesnego kąpieliska otwartego, zbudowaliśmy nowoczesny stadion lekkoatletyczny, w międzyczasie doprowadziliśmy – dzięki współpracy z rządem – do budowy kolei w tamtym miejscu. Kolej nam się pojawiła, więc rozpoczęliśmy budowę Centrum Przesiadkowego, przewidując, że ruch pociągów będzie się zwiększać, bo atrakcyjność życia w Lubinie gwałtownie wzrosła. Spodziewamy się, że otwarcie aquaparku tak naprawdę nas rozsadzi, jeśli chodzi o przyjazdy ludzi z innych miejscowości. Dlatego przebudowujemy też tę część miasta, robimy Centrum Przesiadkowe.

Skoro o transporcie mowa – ulica Kolejowa po remoncie jest już gotowa. Co dalej ze wspomnianym Centrum Przesiadkowym?

– Czekamy na decyzje rządu dotyczące finansowania przebudowy linii kolejowej. Lubin jest dziś w świetnej sytuacji – projektowana jest druga linia kolejowa na odcinku Legnica – Lubin – Rudna. To rozwiąże problem opóźnień.

Bo te się niestety zdarzają.

– Cenę spóźnienia pociągu płacą Koleje Dolnośląskie, dlatego że zgodnie z prawem, jeśli Intercity jest spóźniony, to wszyscy mniej ważni, czyli lokalny transport kolejowy, są wstrzymywani. W związku z czym jeśli Koleje Dolnośląskie się spóźniają, to dlatego, ale musi czekać na przejazd Intercity. Nie ma dodatkowych torów, żeby puścić ich pociągi. Oczywiście to był błąd jeszcze poprzedniego rządu Donalda Tuska. Wielokrotnie wtedy tłumaczyłem: zbudujcie nam dwie linie kolejowe, a nie jedną. Rząd nie wyraził wtedy zgody, bo stwierdził, że nikt nie będzie jeździł tą koleją, co oczywiście okazało się dużym błędem.

Teraz rząd przystąpił do projektowania już drugiej linii kolejowej i ona jest projektowana na poziomie Legnica – Lubin – Rudna. Czyli ta część, która dziś jest jednotorowa, będzie teraz dwuliniowa, w związku z czym będziemy świetnie skomunikowani.

Mamy też problemy z peronami.

– Tak, perony są za krótkie. Tu też informowaliśmy rząd, że za krótkie perony uniemożliwiają zatrzymywanie się dalekobieżnych pociągów z długimi składami. W konsekwencji pociągi zaczęły się dziwacznie zatrzymywać i trzeba biec do pierwszego wagonu, w związku z czym robi się po pierwsze zamieszanie, po drugie – pojawia się dyskomfort pasażerów i niebezpieczeństwo komunikacyjne, bo te ostatnie wagony nie mieszczą się na peronie.

Teraz przy okazji budowy drugiej linii powstanie nowoczesne, funkcjonalne Centrum Przesiadkowe – bez zbędnych galerii, bo ludzie dziś przychodzą na pociąg na kilka minut przed odjazdem. Kiedy ja byłem młody, na dworzec przyjeżdżaliśmy rano – bo takie było połączenie – i trzeba było czekać na pociąg do wieczora nawet po dziesięć godzin. Dziś nie buduje się dworców, bo te obecne stoją puste. Popatrzymy na Wrocław, Warszawę czy Łódź, tam jest już dramatycznie. Wszystko stoi puste, ludzie nie spędzają tam czasu. Pasażerowie przychodzą przed samym odjazdem, wszystko odbywa się szybko i sprawnie. Potrzebujemy szybkich miejsc, by sprawnie zmienić środek lokomocji, w związku z czym my też założyliśmy, że nasz dworzec nie będzie pełnił roli centrum pobytowego, wypoczynkowo-rekreacyjnego, tylko wyłącznie przesiadkowego.

Lubin ma wyrosnąć na centrum komunikacyjne regionu?

– Tak, na stacji Lubin będziemy przerzucać cały układ komunikacyjny powiatu, ale nie tylko, bo przypomnę, że podpisaliśmy porozumienia z Polkowicami, Prochowicami i z Chojnowem. Mamy tam zadaszone miejsca, gdzie już teraz zatrzymują się wspomniane autobusy. Spinamy region, bo cały ten kompleks RCS-u się idealnie wpisuje się w ten projekt. Proszę pamiętać, że Prochowice też nie mają kolei, Chojnów nie ma dostępności do Intercity, w związku z czym to też budujemy. To jest idealny punkt przesiadkowy.

Mało tego, popatrzmy na to, co się dzieje na drogach: projektowana jest droga czteropasmowa Lubin – Wrocław, obok S3, z trójki z łatwością dostaniemy się na autostradę; mamy kolej i Centrum Przesiadkowe. Lubin w rzeczywistości stanie się centrum komunikacyjnym regionu. To ogromny skok rozwojowy.

A drogi i ścieżki rowerowe w rejonie stadionu i dawnej Fabryki Domów?

– Ten układ komunikacyjny już się buduje. Zakończenie planowane jest na późną wiosnę. Powstaną nowe drogi i ścieżki rowerowe, co znacznie ułatwi dojazdy.

Porozmawiajmy o trudnych decyzjach. Uchwała o zamiarze likwidacji Szkoły Podstawowej nr 7 wzbudziła ogromne emocje. Była konieczna?

– W 1990 roku ta szkoła liczyła 2000 uczniów. Dziś ma około 200, a za dwa lata będzie ich 150. Gdybyśmy zostawili tę szkołę w takim stanie, w jakim jest, nic tam nie robiąc i nie przekonując MKS, żeby założył Szkołę Mistrzostwa Sportowego, to tak naprawdę dziś mielibyśmy zagospodarowany parter tej szkoły. Czy wyobraża Pani sobie prowadzić dziecko jesienią do ciemnej szkoły, gdzie jest tylko sześć, siedem klas uruchomionych, a reszta budynku jest pusta, głucha, przerażająca? Czy to jest dobre dla dziecka? Ja tak nie uważam. Nie możemy tych dzieci skazać na izolację tylko dlatego, że paru nauczycieli jest zainteresowanych tym, żeby tam dalej pracować. To nie jest dobre środowisko dla dzieci. Pusta, ciemna szkoła nie sprzyja rozwojowi. Dzieci potrzebują rówieśników, rywalizacji, życia szkolnego.

Nie może Pani zrobić zawodów sportowych w szkole, która liczy 200 dzieci, bo nie uzbiera Pani do piłki ręcznej drużyny w tym samym wieku. Nie da się. Do piłki nożnej też nie. Tam nie ma zdrowej, sportowej rywalizacji. Panuje też jakiś – wymyślony według mnie mit pedagogiczny – że małe szkoły są przyjazne dzieciom. To nieprawda. Gdyby małe szkoły były przyjazne dzieciom i gdyby one lepiej kształciły, bo nauczyciel ma kontakt z uczniem, z mniejszą grupą, to w Bieszczadach rodziliby się sami nobliści. Wszyscy by tam wyjeżdżali do Harvardu, a tam nie wyjeżdża nikt. Co więcej, oni się boją w ogóle wyjechać z tych swoich małych miejscowości.

Rodzice boją się tych zmian.

– Zmiana polega na przeniesieniu całych oddziałów kilkaset metrów dalej. Dzieci nie stracą kolegów, nie będą izolowane. Straszenie ich, że idą do gorszych szkół i organizowanie protestów z udziałem dzieci to coś absolutnie niedopuszczalnego. To tak naprawdę wywoływanie u nich w przyszłości problemów psychicznych, bo te dzieci będą się bały zmian w ogóle. A przecież ich życie będzie wypełnione zmianami.

Czy decyzja jest ostateczna?

– Tak. To była decyzja trudna, ale konieczna i podjęta dla dobra dzieci.

Kolejny temat: śmieci. Dlaczego miasto wróciło do MPO?

– Musimy odbudować własne służby komunalne. Jesteśmy państwem przyfrontowym, musimy być przygotowani na różne scenariusze. Prywatna firma może odejść, miejska –nie. To kwestia bezpieczeństwa. Kto będzie odgruzowywał miasto? Kto będzie liczył, kto przeżył, a kto nie przeżył, jeśli miasto zostanie zbombardowane?

Czy to nie jest straszenie mieszkańców?

– Mamy rządowe zalecenia i takie sytuacje musimy brać pod uwagę. Jako samorząd mamy obowiązek się po prostu się do tego przygotować. Nauka pływania nie jest nauką łatwą, ale jest niezbędną, żeby przepłynąć wodę. Jeśli dobrze się nauczymy, wtedy doświadczamy przyjemności i zanika nam strach. To samo tutaj: musimy mówić o tym, że jesteśmy zagrożeni.

Po pierwsze dlatego, że jesteśmy centrum przemysłu miedziowego Europy, w związku z czym na pewno musimy być przygotowanie na różne trudne sytuacje. Jeśli coś trzeba naprawić, to naprawia to człowiek, a nie interpelacja radnego. W związku z tym musimy zbudować silne służby komunalne, a tego się nie da zrobić bez przejęcia usług komunalnych. W Polsce, przez decyzje rządowe, doszło do takiej sytuacji, że kapitał zagraniczny przejął nam usługi odpadowe. Mamy przez to sporo zresztą problemów, bo widzimy, co się pojawia w lasach. A prawda jest taka, że w sytuacji zagrożenia prywatny właściciel takiej firmy pierwsze co zrobi, to ucieknie. Bo przecież nic go tu nie trzyma.

Były jednak problemy z odbiorem odpadów.

– Tak i to był moment wdrażania tej zmiany. Dziś sytuacja jest opanowana. Część „afery” była sztucznie podsycana przez tych, którzy stracili kontrakt. Dalej są uparci, którzy publikują jakieś zdjęcia, tylko teraz już pozostaje kwestia, czy to są realne zdjęcia, czy generowane. Mówimy o tym, że ktoś nie otrzymał kontraktu na 200 milionów złotych. To tak zabolało, że pojawiły się zdjęcia często wymyślone, nagle mieliśmy tysiące zdjęć na temat śmieci. Opłacenie takiego zlecenia w internecie nie kosztuje dziś wiele…

W Pana kampanii wyborczej pojawiały się też takie tematy jak Park Zdrojowy na Ustroniu oraz odtworzenie Zalewu Małomickiego. Co z nimi?

– Park Zdrojowy jest w zaawansowanym przygotowaniu. Najpierw musieliśmy pozyskać grunty, bo ten teren nie był własnością miasta i to trwało długo. My nigdy nie rezygnujemy z żadnego projektu. Jeśli chodzi o zalew, rozmowy z KGHM trwają, ale nigdy też nie opieram rozwoju miasta na nadziejach personalnych.

Jak chciałby Pan, żeby Lubin był postrzegany pod koniec tego roku?

– Na pewno przez pryzmat aquaparku. To będzie magnes, ale też duże wyzwanie. Potrzebujemy miliona wizyt rocznie, żeby obiekt był samowystarczalny. I nie wprowadzamy przywilejów – wszyscy goście będą traktowani równo. Każdy przywilej rodzi podziały.

Dziękuję za rozmowę.


POWIĄZANE ARTYKUŁY