Polska jest traktowana jako kraj tranzytowy, a lubińska cotygodniowa giełda, stwarza idealna warunki do nielegalnego handlu. Straż graniczna zatrzymała u nas kolejnego cudzoziemca – mężczyzna miał podjąć u nas legalną pracę, a zamiast tego trafił na giełdę.
Takie przypadki to niemal plaga. Przyjeżdżają do nas Ukraińcy, którzy szukają łatwego zarobku.
– Scenariusz zwykle jest ten sam: w urzędzie konsularnym informują, że mają u nas legalną pracę, bo w ten sposób łatwiej i szybciej mogą uzyskać wizę – tłumaczy porucznik Renata Sulima, rzecznik Sudeckiego Oddziału Straży Granicznej w Kłodzku. – W rzeczywistości wcale jednak nie zgłaszają się do pracodawców – dodaje.
Tak jak to miało podczas ostatniej giełdy, kiedy w ręce strażników wpadł kolejny Ukrainiec. – Mężczyzna kupował sprzęt RTV i AGD, by z zyskiem odsprzedać go na Ukrainie – tłumaczy por. Sulima. – Tak to niestety jest, że obywatele Ukrainy do nas przyjeżdżają po sprzęt, do Niemiec jeżdżą po samochody. A kłamią, że jadą do pracy, by uzyskać wizę i móc przekroczyć granicę – wyjaśnia.
Zatrzymany w Lubinie Ukrainiec po raz pierwszy wpadł w ręce straży granicznej. Dlatego potraktowano go łagodniej. Sam zobowiązał się, że w ciągu siedmiu dni opuści Polskę, nie będzie mógł do nas jednak przyjechać przez najbliższy rok. To najłagodniejsza z kar. Strażnicy mogli mu bowiem wydać nakaz o natychmiastowym opuszczeniu kraju, a nawet umieścić do w ośrodku dla uchodźców.





