Cały Lubin trzymał kciuki

72

Lubinianin Łukasz Kubot odniósł ogromny sukces w najbardziej prestiżowym turnieju tenisowym świata. W singlu dotarł do ćwierćfinału Wimbledonu, gdzie za kilka godzin przyjdzie mu stoczyć bratobójczą walkę z rodakiem Jerzym Janowiczem. To kolejny sportowiec, który tak jak Kazimierz Paździór, Janusz Zarenkiewicz, Natalia Czerwonka czy Lilianna Morawiec rozsławili Lubin na świecie.

Odkąd tylko pamięta, tenis ziemny zawsze był najważniejszym zajęciem w jego 31-letnim życiu. Wychowywał się w sportowej rodzinie, jego ojcem jest obecny trener KS Polkowice, Janusz Kubot.

W tym roku Łukasz Kubot zrealizował swe największe marzenie. Został członkiem klubu Last Eight. Dzięki temu ma dożywotni wstęp na korty jednego z najstarszych turniejów na świecie, jakim jest Wimbledon.

Lubinianin od zawsze chciał grać w tenisa ziemnego. Przygodę z tym sportem rozpoczął w wieku 7 lat. Na korcie charakteryzowało go wielkie zaangażowanie i wspaniała wola walki.
– Odkąd pamiętam był zawsze bardzo pracowity. Ciągle powtarzał, że będzie tenisistą. Przed szkołą wpadał na korty i trenował – wspomina Krzysztof Waśko, były sparingpartner Łukasza.

Pierwszym trenerem Łukasza był Ryszard Korzeniowski. To właśnie pod skrzydłami tego szkoleniowca, młody lubinianin z każdym dniem stawał się coraz lepszy. – Ryszard Korzeniowski założył tutaj szkółkę tenisa. Łukasz był u niego w drużynie Zagłębia Lubin. Odnosili wspaniałe sukcesy – mówi Krzysztof Waśko.

Już jako nastolatek Kubot bił rówieśników na głowę. W wieku 16 lat zwyciężył w międzynarodowych mistrzostwach Polski. Po wielkim sukcesie w juniorskim Wimbledonie, lubinianin rozpoczął przygodę w rozgrywkach seniorskich. W rankingu ATP najwyżej był sklasyfikowany na 41. miejscu. Było to w 2001 roku.

Marzeniem Łukasza było wstąpienie w zaszczytne grono klubowiczów Last Eight. Stowarzyszenie to skupia tenisistów i tenisistki, którzy przynajmniej raz w życiu osiągnęli ćwierćfinał Wimbledonu w singlu, półfinały w deblu i finał w mikście. Jego członkowie, już po zakończeniu kariery, mogą m.in. przyjeżdżać do Londynu i mają zapewniony wstęp na korty podczas najstarszego i najbardziej prestiżowego turnieju na świecie.

Łukasz wywalczył sobie miejsce w ćwierćfinale Wimbledonu i osiągnął swój cel. – Spełniło się jego marzenie. Każda matka chce wychować swoje dzieci jak najlepiej i mocno trzyma za nie kciuki. Jestem niebywale dumna z syna. Zawsze z mężem bardzo przeżywamy jego występy. Łukasz po meczach dzwoni i pyta jak się czujemy. Kocham go za jego skromność – komentuje Dorota Kubot, mama Łukasza.

Jak wspominają rodzice lubinianina, jeśli chodzi o tenis, to Łukasz był zawsze skoncentrowany i obowiązkowy. Tak samo jest ze sprawami niezwiązanymi ze sportem. – Jak coś robisz, to zawsze na sto procent. Tak powtarzaliśmy naszym dzieciom i tak postępują w swoim życiu. Nieważne czy się nie uda, najważniejsze że się próbuje do samego końca – mówi Dorota Kubot.

W wolnych chwilach, a tych sportowiec ma bardzo mało, odwiedza swych najbliższych w rodzinnym Lubinie. Ostatnio niespodziewanie wpadł na urodziny mamy. Łukasz od dawna mieszka w stolicy Czech wraz z narzeczoną, słowacką tenisistką Evą Slaninkovą.

W rozmowach telefonicznych z mamą przyznaje, że tęskni za jej kuchnią. – Pomidorówka, serniczek albo galaretka babci – wylicza przysmaki syna Dorota Kubot.


POWIĄZANE ARTYKUŁY