Były prezes Zagłębia Lubin o hali, której nie ma

3176

– To była nasza naczelna inwestycja. Jej przeznaczenie miało być zupełnie inne niż w przypadku hali RCS. Chcieliśmy, by powstała głównie z myślą o piłkarzach Akademii, a nie w celach komercyjnych – wspomina plany budowy hali Mateusz Drożdż, były prezes Zagłębia Lubin. Natomiast hali, jak nie było, tak nie ma i nawet nie wiadomo, czy kiedykolwiek będzie. Przedstawiciele klubu bowiem nadal nie udzielają żadnych informacji na ten temat.

Wizualizacja Zagłębie Lubin (pierwotny projekt)

Wracamy do sprawy hali sportowej przy stadionie Zagłębia Lubin. Przypomnijmy, że budowa obiektu miała ruszyć na ubiegłorocznych wakacjach, jednak do dziś nic się w tej sprawie nie wydarzyło. Po raz ostatni temat poruszaliśmy na początku sierpnia, zaraz po tym, jak dostaliśmy odpowiedź z ministerstwa sportu, z której wynika, że klub zrezygnował z ubiegania się o dofinansowanie na realizację tej ważnej inwestycji oraz zapowiedział ponowne wnioskowanie o środki w przyszłości.

Tymczasem w poniedziałek 14 września minął rok od odwołania Mateusza Dróżdża z funkcji prezesa Zagłębia Lubin. Przez ostatnie 12 miesięcy obowiązywała go klauzula w umowie, zgodnie z którą nie mógł wypowiadać się na temat swojej byłego pracodawcy. Postanowiliśmy więc skorzystać z tej okazji i porozmawiać z nim o budowie hali. 

– Nasza inwestycja została wpisana do planu wieloletniego Ministerstwa Sportu i Turystyki, gdzie do października 2019 r. należało wystąpić formalnie o wpis do planu rocznego, dzięki czemu inwestycja mogła się rozpocząć. Przewidywaliśmy, że budowa rozpocznie się najpóźniej w październiku 2020 r. – tłumaczy Dróżdż.

Mateusz Dróżdż, były prezes Zagłębia Lubin

Jednym z napotkanych problemów, przez które budowa miała się przeciągnąć w czasie, była bliskość lotniska, przez co musiał powstać specjalny projekt, zakładający obniżenie dachu hali. To z kolei oczywiście wiązało się ze wzrostem kosztów całej inwestycji. – Przypomnę, że hala miała być położona w miejscu, gdzie parkują kibice gości. O ile dobrze pamiętam w sierpniu lub we wrześniu wystąpiliśmy o pozwolenie na budowę. Nasz projekt zawierał pewne braki, ponieważ zdawaliśmy sobie sprawę, że zostanie on uzupełniony. Samo wykonanie finalnego projektu wraz z lokalizacją zleciliśmy natomiast firmie zewnętrznej – dodaje były prezes.

Na tym tak naprawdę kończy się wiedza prezesa, co do dalszych losów inwestycji.

– Ja zostałem odwołany bodajże w sobotę, a ten finalny projekt miał być złożony w poniedziałek do ministerstwa, tak byśmy zostali wpisani do planu rocznego. Resort zrobił ukłon w naszą stronę, godząc się na przedłużenie terminu na złożenie końcowego projektu. Ciężko mi powiedzieć, jak to się dalej potoczyło. Nie wiem, czy ten projekt trafił do klubu i czy Zagłębie Lubin z tego zrezygnowało – wspomina nasz rozmówca.

Wizualizacja Zagłębie Lubin (pierwotny projekt)

Między innymi właśnie o te kwestie ponownie zapytaliśmy również rzecznika prasowego Zagłębia Lubin Marka Wachnika. – Jako Klub nie będziemy komentować tego tematu – czytamy w odpowiedzi mailowej.

Co ciekawe, środki na przygotowanie całej dokumentacji budowy hali pochodziły z ekwiwalentu za transfer Krzysztofa Piątka z Cracovii Kraków do Genui. W samej hali, oprócz pomieszczeń sportowych, miało się znajdować m.in. muzeum oraz restauracji, z której jednak zrezygnowano.

– To była nasza inwestycja naczelna. Nie chodziło o taką halę, jaką ma RCS. To nie miała być hala komercyjna, na której odbywałyby się jakieś imprezy masowe. Jej przeznaczenie miało być zupełnie inne. To miały być boiska treningowe, praktycznie bez trybun. Chodziło o to, żeby chłopcy mieli możliwość trenowania zimą, żeby nie ponosić kosztów najmu. Planowaliśmy, że ta inwestycja po 10 latach się spłaci – przypomina Mateusz Dróżdż.