Boją się, że umrą z głodu

38

 – Rozmawiałem z jedną panią, profesorem medycyny z Doniecka, która stamtąd uciekła. Pytałem czego jej brakuje. Odpowiedziała, że jedzenia, że jest głodna. Profesor medycyny, która wykładała na Akademii Medycznej w Doniecku, teraz nie ma co jeść. Tak dziś wygląda Ukraina – bieda, krew i głód – opowiada Michał Wituszyński (na zdjęciu pierwszy z lewej), lubinianin, który zaangażował się w pomoc humanitarną dla Ukrainy. Prowadzi ją lubińskie koło Związku Ukraińców w Polsce. Do końca tygodnia zbierane są jeszcze ubrania, sprzęty domowe, ale przede wszystkim jedzenie, które trafi do potrzebujących Ukraińców.

Dziś Ukraina jest w jeszcze gorszej sytuacji. Dotąd brakowało ubrań, sprzętów, opatrunków i lekarstw. Teraz ludzie nie mają co jeść.

– Otrzymujemy telefony, że na terenach, gdzie przebywają uchodźcy, zaczyna się już klęska głodu. Gospodarka ukraińska jest już na tyle niewydolna, że chleb jest w takich cenach, że nam się w głowie nie mieści – mówi Ksenia Dowhań-Domańska, przewodnicząca lubińskiego koła Związku Ukraińców w Polsce. – Ludzi nie stać na podstawowe artykuły, wszystko jest cztery, pięć razy droższe, co więcej jedzenia zaczyna brakować, bo upadają kolejne przedsiębiorstwa. Dziś na Ukrainie mówi się, że jeśli Putin nie wybije, to zadusi głodem – przyznaje.

To właśnie Ksenia Dowhań-Domańska rozpoczęła zbiórkę dla Ukraińców w naszym mieście. Podobne odbywają się też w Legnicy i Szprotawie.

– Trzy tygodnie temu były trzy worki, dwa tygodnie temu – osiem, dziś jest ich ponad 50. Od początku kładziemy nacisk na odzież zimową i letnią, wózki inwalidzkie i kule dla kalek, leki, opatrunki. Zbieramy też ubrania dla dzieci – na Ukrainie jest bardzo dużo sierot, których rodzice zginęli podczas walk, są samotne kobiety z dziećmi, które nie mają niczego. Uciekły tak, jak stały, bez żadnych ubrań, bez dobytku. Zbieramy też urządzenia AGD, używane, ale działające, takie, które mogą jeszcze posłużyć ludziom. Mamy już pralki, telewizory, radio, suszarki, garnki, sztućce, żelazka – wylicza Dowhań-Domańska. – Ludzie wciąż dzwonią, że chcą pomóc. Czas mamy do niedzieli – dodaje.

Lubinianie spodziewają się bowiem, że do końca tygodnia otrzymają zgodę ukraińskiego ministerstwa polityki socjalnej na przywiezienie darów z Polski. Do tego czasu wciąż trwa zbiórka.

– Pomagają nam środowiska łemkowskie, cerkiew grekotatolicka i prawosławna. Ostatnio dużo pomagają też Polacy, odkąd akcję nagłośnił Andrzej Niemiec, zaczęli do nas przychodzić lubinianie, którzy chcą pomóc. Ludzie są świadomi, że jeśli Ukraina nie poradzi sobie z tą agresją, to za kilka lat może się okazać, że my będziemy mieć podobny problem – dodaje szefowa lubińskiego koła związku.

Każdy, kto chce pomóc, może przynieść dary do siedziby lubińskiego koła związku, przy ulicy Grodzkiej 2a w godzinach od 14 do 18. Dziś pierwsze rzeczy zostały już odebrane i przewiezione busem do Liceum Ukraińskiego w Legnicy. Stamtąd wyruszy cały transport z pomocą na Ukrainę.

– Jedziemy to do Stanisławowa. Tam nasze dary skontroluje urząd celny i skarbowy. Później poprzez organizacje charytatywne dary rozdawane będą ludziom. Dla przykładu w Stanisławowie jest dziś 4,5 tys. uciekinierów, w tym 1,5 tys. dzieci, we Lwowie 5 tys., w Tarnopolu 4 tys. W większości to kobiety i dzieci – mówi Michał Wituszyński. http://youtu.be/OFIuACTrDVI


POWIĄZANE ARTYKUŁY