Arentewicz: Stawiam na ciężką pracę

23

W Azerbejdżanie spełnił jedno ze swych marzeń. Wywalczył medal na imprezie wielkiej rangi. Z Jackiem Arentewiczem, pływakiem z Rudnej, który przyniósł Polakom chlubę podczas Igrzysk Olimpijskich w Baku, rozmawiał Mateusz Komperda.

Jak smakuje brązowy medal Igrzysk Europejskich?

Jacek Arentewicz: To było wspaniale uczucie stanąć na podium na I Igrzyskach Europejskich. Nawet wiele osób z obsługi chciało z nami zrobić sobie pamiątkowe zdjęcia. Otrzymałem również dużo gratulacji z różnych stron, co było bardzo miłe i budujące.

Ten sukces to spełnienie marzeń?

Jacek Arentewicz: Te zawody zaostrzyły apetyty na więcej. Medal zdobyłem w sztafecie, a w startach indywidualnych bardzo mało do tych upragnionych krążków zabrakło. Zwłaszcza na dystansie 200 metrów.

Trener Adrian Szajnicki opowiadał, że na ten medal pracowaliście przynajmniej trzy lata. Ciężko było?

Jacek Arentewicz: Sport wiąże się z wieloma wyrzeczeniami. Często wyjeżdżam na zgrupowania czy zawody, przez co straciłem kontakt z wieloma osobami. Mimo to wciąż zawieram nowe, interesujące znajomości. Na szczęście najbliższe mi osoby zawsze starają się mnie wspierać i akceptują to, że jestem trudno dostępny.

Nie dość, że świetnie pływasz, to jeszcze osiągasz dobre wyniki w szkole. A przecież uczęszczasz do I Liceum Ogólnokształcącego w Głogowie, które słynie z wysokiego poziomu. Jak godzisz życie sportowca z pływaniem?

Jacek Arentewicz: Aktualnie mamy wakacje i staram się nie myśleć o czekających mnie obowiązkach w roku szkolnym. Nie jest łatwo opanować materiał na każdy dzień, kiedy do domu wracam wieczorem, często wyczerpany po treningu. Dlatego jestem wdzięczny rówieśnikom za pomoc, jakiej mi udzielają, za poświęcony przez nich czas, korepetycje i oczywiście pożyczanie notatek.

Czujesz się popularny?

Jacek Arentewicz: Zdecydowanie nie, jestem zwykłym chłopakiem z pasją, której poświęca wszystko.

Po zdobyciu medalu rozmawiałeś z Radosławem Kawęckim?

Jacek Arentewicz: Z Radosławem Kawęckim nie rozmawiałem osobiście, bo nie mam z nim kontaktu. Miałem okazję pomówić jednak z jego dawnym trenerem z Zielonej Góry Jackiem Miciulem, który chwalił moją technikę pływania stylem klasycznym. Pan Miciul również był zdania, że niewiele mi zabrakło do medalu na 200 metrów klasykiem.

Przed Tobą ważne starty. Jakie są plany i cele?

Jacek Arentewicz: Stawiam na ciężką pracę przez cale wakacje, moim celem jest zbliżyć się do oficjalnego minimum na Igrzyska Olimpijskie.

A znajdzie się czas na krótki wakacyjny wyjazd?

Jacek Arentewicz: Być może we wrześniu będę mieć okazję odpocząć przez tydzień u dziadków i
miło spędzić czas w ich towarzystwie.

Do Baku przyjechali kibicować Ci rodzice. Zrobili niespodziankę?

Jacek Arentewicz: Ich wylot do Baku nie był dla mnie niespodzianka, bo szybciej się wygadali, że przylecą.

Niejednokrotnie powtarzałeś, że właśnie bez nich Twoja przygoda z pływaniem zakończyłaby się na szkolnym basenie. Pomogli?

Jacek Arentewicz: Jak już wspominałem, rodzice są dla mnie ogromnym wsparciem, a największą
nagrodą jest uśmiech na ich twarzach po skończonym wyścigu. Gorąco mi kibicowali podczas mistrzostw w Baku, ale najważniejsze, że po prostu tam byli. Jestem im wdzięczny z całego serca za czas, jaki mi poświęcają.
 


POWIĄZANE ARTYKUŁY