A jednak możliwe!

67

Poznali się przez wspólnych znajomych, a już pół roku później byli małżeństwem. Katarzyna i Tadeusz Górscy, mieszkańcy ul. Mickiewicza w Lubinie, 25 stycznia br. obchodzą diamentowe gody, czyli 60 rocznicę ślubu.

Zapytani o przepis na partnerski sukces, odpowiadają zgodnie: – Otwartość na innych ludzi. Nie wolno zamykać się we dwójkę w czterech ścianach. Nie zalecamy także kłótni, ani stresów. Czasami się sprzeczamy, ale nigdy nie przeszło nam przez myśl, żeby się rozejść. W końcu jesteśmy małżeństwem – dodają.

Wszystko zaczęło się od niepozornego spotkania na prywatce w Kondratowie koło Złotoryi. – Od początku wiedzieliśmy, że jesteśmy dla siebie stworzeni – mówi 78-latka. Dokładnie sześć miesięcy później wzięli ślub.

Ze wspólnych rytuałów małżeństwo jednocześnie wymienia: poranne jedzenie zupy mlecznej. – Ja co wieczór piję też pokrzywę z miętą i kieliszek wódki dla zdrowia, ale nie więcej – podkreśla pan Tadeusz.

To pani Kasia jest głową rodziny, choć – jak podkreśla 85-letni mąż – ważne decyzje podejmują wspólnie. – Od początku dopisywało nam zdrowie. Jeszcze w Kondratowie urodziły nam się dwie piękne córki. Starsza mieszka w Lubinie. Natomiast młodsza, od 23 lat mieszka z rodziną w Niemczech. Doczekaliśmy się już czterech dorosłych wnucząt i tyle samo prawnuków – cieszą się państwo Górscy.

Jubilaci nie stronią od elektroniki i technicznych nowinek. Bez problemu przemieszczają się samolotami.

Jeden z wnuków mieszka w Warszawie. Ostatnio pradziadkowie zostali poproszeni o opiekę nad prawnukami. – Bez wahania się zgodziliśmy. Cieszymy się, że możemy komuś pomóc. Poza tym mąż był w muzeum Powstania Warszawskiego, a bardzo mu na tym zależało – przyznaje pani Katarzyna.

Pani Katarzyna pochodzi z Rzeszowa. Pan Tadeusz z Radomia. Jako 14-latek spędził trzy miesiące w oddalonym od domu, o ponad 30 km, obozie pracy. – Jednak udało mu się uciec, bo podczas odwiedzin matka przebrała go za kobietę – opowiada pani Katarzyna, która bardzo dobrze zna tę historię.

Lubinianin pracował 18 lat w złotoryjskiej kopalni „Lena”. – Pod koniec lat sześćdziesiątych dostałem przeniesienie do Lubina, gdzie dziesięć lat pracowałem jako górnik strzałowy. Byłem też instruktorem kadetów – wylicza pan Górski. – Do dziś większość uczniów mu się kłania – dodaje prędko żona, emerytowana krawcowa.

Dziesięć lat temu, w pięćdziesiątą rocznicę ślubu, Górscy zdecydowali się na odnowienie przysięgi małżeńskiej w jednym z lubińskich kościołów. Po kolejnej wspólnej dekadzie nie myślą o medalach za staż. Szczęśliwi pragną jak najdłużej cieszyć się sobą i bliskimi. – Są niesamowici! – przyznaje wnuk państwa Górskich.


POWIĄZANE ARTYKUŁY