Tysiące odwiedzin w parku Wrocławskim

28

606 tysięcy wizyt odnotowano w ubiegłym roku w parku Wrocławskim. – Jest dobrze – podsumowuje krótko dyrektor Centrum Edukacji Przyrodniczej, opowiadając jednocześnie o tym, co w najbliższym czasie będzie się działo w tym zielonym sercu miasta.

Park odwiedzają nie tylko lubinianie. Przyjeżdżają tu także mieszkańcy bliższych i dalszych okolic. – W regionie lubiński park Wrocławski jest znany. Chcielibyśmy jeszcze nawiązać współpracę z biurami turystycznymi, żeby to miejsce poznali także inni – dodaje Marek Zawadka.

Park znalazł się na trasie turystów z Czech – zatrzymują się w Lubinie na postój i przy okazji odwiedzają to miejsce. W parku można też czasem usłyszeć inne języki obce, jak niemiecki czy angielski. Właśnie dla obcokrajowców w tym roku zostanie wydana książka w języku angielskim opisująca park.

– Co roku wydajemy dwie książki. W tym roku oprócz wspomnianej pozycji wydamy książkę o bażantach – wylicza dyrektor CEP.

Planów na ten rozpoczęty właśnie rok jest jednak znacznie więcej. Nadal prowadzone będą zajęcia edukacyjne dla dzieci i to nie tylko z Lubina, ale i okolic. Cieszą się one bowiem niesłabnącym powodzeniem.

Tutaj też będą się odbywać imprezy związane z rocznicą chrztu Polski. Będzie wystawa, grupa rekonstrukcyjna, a także wioska Polan. O szczegółach napiszemy wkrótce.

W parku pojawią się również nowe zwierzęta: jelenie i muflony. Ich wybieg zrobiony zostanie w pobliżu dinozaurów, tam gdzie w ubiegłym roku organizowano kino plenerowe.

Już wkrótce, bo w styczniu, lutym lub marcu wycięte zostaną topole znajdujące się w pobliżu piaskownic. – Zagrażają ludziom – wyjaśnia Zawadka. – Zostawimy tylko jedną, która jest zabytkiem przyrody – dodaje.

W miejscu po topolach zrobiony zostanie plac na parkowe warsztaty lub zagajnik z jarzębiną.

Centrum Edukacji Przyrodniczej chce również zainwestować więcej w rośliny. – Chcielibyśmy, żeby za 10, 15 lat był tutaj miniogród botaniczny – mówi dyrektor CEP.

Odwiedzający park sami dbają, o to, żeby nikt nic nie niszczył – traktując go jako dobro wspólne. Większych incydentów z wandalami więc nie było. Za to cały czas toczy się batalia ze zwierzętami. – To 15 hektarów terenu – przypomina szef CEP. – Odkąd zainwestowaliśmy w pastuchy elektryczne, zabezpieczając w ten sposób woliery z ptakami przed kunami, nie mieliśmy większych problemów. Nie mieliśmy już więcej strat w inwentarzu. Jednak gdy przepędziliśmy kuny, to przyszły łasice – dodaje. – Mamy też problemy z dokarmianiem zwierząt przez ludzi. Bardzo prosimy, żeby tego nie robić. Nasze zwierzęta potrzebują teraz diety. Musimy poszukać dla nich Chodakowskiej – mówi pół żartem, pół serio.

Park Wrocławski doczekał się też własnej legendy, którą opowiadają sobie mieszkańcy spacerujący w pobliżu stawu. O łabędziu, który sam wychowywał sam swoje potomstwo, po tym jak jego partnerka nie przeżyła starcia z drapieżnikiem, przed którym broniła swoich młodych.

Młode dorosły, „wyprowadziły się” i teraz ptak został sam. Może zyska wkrótce towarzyszkę, ale nie wiadomo czy się nią zainteresuje. Łabędzie bowiem łączą się w pary na całe życie.


POWIĄZANE ARTYKUŁY