Jesień pod znakiem referendów

18

6 września Polacy ruszą do lokali wyborczych, by wyrazić swoją opinię podczas referendum. Niewykluczone, że kolejne powszechne głosowanie odbędzie się już 25 października. Senat wkrótce będzie rozpatrywał wniosek, jaki złożył w tej sprawie prezydent Andrzej Duda. Pomysły obu referendów skrytykował na konferencji prasowej poseł Sojuszu Lewicy Demokratycznej, Ryszard Zbrzyzny.

Projekt październikowego referendum obejmuje trzy pytania. Prezydent chce, by Polacy wyrazili opinię na temat obowiązku szkolnego dla sześciolatków, obniżenia wieku emerytalnego, i powiązania go ze stażem pracy oraz prywatyzacji Lasów Państwowych. Dwie ostatnie kwestie wywołują szczególne emocje.

O konieczności ochrony Lasów Państwowych przed prywatyzacją mówią politycy Prawa i Sprawiedliwości. Twierdzą, że zasoby leśne wymagają szczególnego zabezpieczenia, zagwarantowanego zapisami konstytucyjnymi. Tę koncepcję w imieniu SLD poparł także Ryszard Zbrzyzny, wskazując jednocześnie na wprowadzony przez Ministerstwo Finansów „podatek leśny” – kwartalne daniny, jakie muszą wnosić LP w latach 2014 – 2015. Te dodatkowe obciążenia wyniosą w sumie 1,6 mld złotych i zostaną przeznaczone na budowę dróg lokalnych. Zbrzyzny porównał te opłaty do podatku miedziowego, z którym boryka się KGHM.

Mówiąc o pomyśle wprowadzenia zmian w systemie emerytalnym, które dopuszczałyby przyznawanie świadczenia po osiągnięciu określonego stażu ubezpieczeniowego, Ryszard Zbrzyzny przypomniał obywatelski projekt autorstwa OPZZ, zakładający przechodzenie na emeryturę po przepracowaniu 35 lat przez kobiety i 40 lat przez mężczyzn. Projekt ten był już dwukrotnie czytany w Sejmie i nadal leży na legislacyjnej półce.

Podczas konferencji poseł zanegował koncepcję Jednomandatowych Okręgów Wyborczych. Jego zdaniem zamiast JOW-ów, znacznie lepsze byłoby np. obniżenie progu wyborczego do 3 procent, by parlamentarne ławy mogło zająć więcej ugrupowań.

Niezależnie od opinii w kwestiach będących przedmiotem referendów, zdaniem Ryszarda Zbrzyznego, oba głosowania są niepotrzebne. Pierwszy określił mianem niepotrzebnego aktu desperacji Bronisława Komorowskiego, drugi – alibi dla nie złożenia projektów ustaw obiecanych przez Andrzeja Dudę.


POWIĄZANE ARTYKUŁY