Podrzucają do parku jak do schroniska

73

Podrzucono już kilka żółwi i królików. Nie ma też tygodnia, żeby ktoś nie pytał w parku Wrocławskim, czy może tu zostawić jakieś zwierzę – to kozę, to jastrzębia… – Nie możemy ich przyjmować, park to nie schronisko dla zwierząt. Jesteśmy częścią ogrodu zoologicznego z Wrocławia i jesteśmy związani z nimi umową – mówi Marek Zawadka, dyrektor Centrum Edukacji Przyrodniczej.

W stawie w parku Wrocławskim obecnie mieszka żółw, którego nie powinno tu być. I nie jest to pierwszy taki nieproszony gość w tym miejscu. – Dwa takie żółwie odebrało już od nas wrocławskie zoo – mówi dyrektor Zawadka.

Ktoś przyszedł i po prostu zostawił tu żółwie, najpierw jednego, potem drugiego, a teraz trzeciego. Pracownicy parku zauważyli nowych lokatorów, ale raczej niełatwo byłoby dojść, kto podrzucił tu żółwie. Ostatni zwierzak też zostanie wyłowiony ze stawu, jak dwa poprzednie, ale nieco później. Obecnie w parku były ważniejsze sprawy – trzeba było dolać wody do stawu, bo wysychał. Poza tym trwają przygotowania do oczyszczenia tego zbiornika wodnego.

– Podrzucono nam nie tylko żółwie. Ktoś włożył też do zagrody trzy króliki. Ponadto każdego tygodnia mamy po jednym lub dwa zapytania, czy można u nas zostawić zwierzęta – to ktoś chciał oddać nam kozę, to pytał o ptaki – dodaje dyrektor CEP.

Podrzucone zwierzęta nie zginą w tłumie. Pracownicy parku od razu zauważają nowych, nieprzewidzianych lokatorów. Podrzucone króliki tęsknie czekały na swoich właścicieli, którzy się nie zjawili. Jednego z nich pokonała natura i nowi współtowarzysze, drugi się zaaklimatyzował, a po trzecim wkrótce słuch zaginął.

A park Wrocławski i minizoo to przecież nie schronisko dla zwierząt.

– Nie możemy przyjmować zwierząt od ludzi. Jesteśmy częścią ogrodu zoologicznego z Wrocławia i jesteśmy związani z nimi umową – wyjaśnia Zawadka.

Podrzucanie zwierząt to niejedyne problemy, z jakimi musi się borykać lubiński park. Bolączką tego miejsca jest ciągłe dokarmianie zwierząt przez odwiedzających. Przez to łabędzie i kozy, jeśli od kogoś nie dostaną jedzenia, potrafią stać się agresywne.

– Ludzie przynoszą całe bochenki chleba. Prosimy ludzi, żeby nie dokarmiali łabędzi, bo nie będą chciały stąd odlecieć, a powinny wkrótce to zrobić. Musieliśmy też oddać 16 kóz do Wrocławia, bo przez dokarmianie stały się agresywne, jeśli nie dostały jedzenia od ludzi, zrobiła się kozia gangsterka – opowiada dyrektor CEP.

Ale jak dodaje Zawadka, park żyje, więc co chwilę pojawiają się nowe sprawy. Ma nadzieję, że ludzie w końcu oduczą się dokarmiać zwierzęta i choć jeden problem się rozwiąże.


POWIĄZANE ARTYKUŁY