![]()
Houda El Houari-Jurecka przyjechała do Lubina za głosem serca. Planowała krótką podróż, a dziś żartuje, że trzeba ostrożnie zapraszać ją na kawę, bo może zostać na dłużej. Drobną, uśmiechniętą kobietę o śniadej skórze wielu mieszkańców miasta zna chociażby z widzenia. Rodzina i znajomi mówią na nią Hudi.
Hudi pochodzi z miasta-symbolu Maroka – Casablanki. W rodzinnym kraju skończyła szkołę hotelarstwa i turystyki. Swojej romantycznej historii opowiadać nie chce, ale po prawdzie nie ma takiej potrzeby. Fakt, że od prawie ćwierć wieku mieszka w Lubinie, najlepiej świadczy o tym, że to szczęśliwa historia.
Poznawanie Lubina zaczęła od osiedla Przylesie. Gdy przyjechała tu po raz pierwszy, była pod wielkim wrażeniem wysokich budynków i łuny świateł w nocy. Kolejnym zaskoczeniem był rozkład dnia mieszkańców. – Rano z okna widziałam ludzi biegnących po bułki i wsiadających do przepełnionych autobusów – wspomina Hudi. – Potem obserwowałam, jak wracają z pracy ze zrobionymi po drodze zakupami. To był dla mnie prawdziwy szok – obiad gotowany o 15.30?! W Maroku obiad jada się tuż po południu, a o 15 mamy sjestę – śmieje się.
![]()
Szybko oswoiła się z polskimi zwyczajami i krajobrazami. Za najpiękniejsze miejsce w Polsce uważa Mazury, dla niej piękne o każdej porze roku. Lubi miasta ze starą zabudową i tego najbardziej brakuje jej w Lubinie. – Znam tutejszą historię, więc wiem, że stare budynki zostały rozebrane po wojnie, że miasto bardzo rozwinęło się dopiero po odkryciu złóż miedzi. Mam nadzieję, że kiedyś dziurę w Rynku zastąpi jakiś ładny, stylizowany budynek i centrum miasta będzie miejscem z duszą – dodaje.
Całe życie zawodowe Hudi obracało się wokół gastronomii. W domowej kuchni łączy kuchnię marokańską z polską.
– Moja teściowa doskonale gotowała i dzięki niej polubiłam pierogi, flaki, żurek na zakwasie, ogórki małosolne i zupę ogórkową. Przypadła mi też do gustu polska dziczyzna – wylicza Marokanka. – Kuchnia marokańska nie jest tak egzotyczna, jak mogłoby się wydawać. Różnica polega na tym, że w Maroku podstawą są warzywa, a mięso jest dodatkiem. No i chleb – nie może go nigdy zabraknąć. Dobry, pieczony w domu lub kupowany w piekarni… Marokańczycy potrafią się o chleb pokłócić, a nawet rozwieść – śmieje się.
Sekret udanej marokańskiej potrawy tkwi w przyprawach – trzeba je odpowiednio dobrać i użyć we właściwym momencie. Najbardziej charakterystyczna mieszanka – ras el hanout – jest komponowana z nawet 100 składników.
![]()
To, co zdaniem Hudi warto byłoby zaszczepić w polskich zwyczajach, to celebrowanie posiłku. Bo przez cały dzień ciągle się śpieszymy, wszystko robimy w biegu i brakuje nam czasu dla naszych najbliższych. Wspólnie zjedzony obiad albo chociaż wypita kawa to naprawdę piękna rzecz.
– Dla nas rodzinne spotkania są bardzo ważne – opowiada. – Mieszkańcy Maroka też mają problemy, ciężko pracują, młodzi ludzie często tej pracy nie mają, ale wszyscy pozwalają sobie na chwilę odpoczynku i pielęgnowanie rodzinnych więzi. Rodzina daje wielkie wsparcie i łatwiej jest wtedy z tymi problemami sobie poradzić. Polakom przydałoby się też nieco więcej optymizmu, takiej prostej wiary, że jutro może być lepiej, że może zdarzyć się coś dobrego – radzi kobieta.
Marokański posiłek zaczyna się, gdy przy stole zasiądą wszyscy domownicy. Jeśli zdarzy się, że ktoś nie dotarł do domu na czas, bo np. wyjechał i wróci późno w nocy, jego potrawa zawsze na niego czeka. Oczywiście z porcją chleba.
– Brakuje mi też zwyczaju picia herbaty w gronie rodziny lub znajomych. Nie pijemy alkoholu, dlatego gdy mówimy „marokańska whisky”, mamy na myśli mocną herbatę miętową, koniecznie z dużą ilością cukru. Bo jeśli ktoś nie słodzi w Maroku herbaty, to lepiej, żeby jej nie pił wcale – żartuje Hudi.
Do Casablanki Hudi wraca już rzadko, jej dom znajduje się i pozostanie w Lubinie. Ma dwie ojczyzny i postanowiła je połączyć, realizując swoje największe marzenie – własną restaurację. Za jej sprawą wkrótce lubinianie będą mogli więc wyruszyć w kulinarną podróż do Maroka. Pod koniec wakacji Marokanka planuje otworzyć własną, oczywiście marokańską, restaurację w budynku obok I LO.





