Dopalacze trują też lubinian

19

– Dopalacze to trucizna, w dodatku bardzo niebezpieczna – ostrzega Janina Szelągowska, dyrektor Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Lubinie. – Niestety walka z tym zjawiskiem przypomina walkę z wiatrakami – dodaje. W konsekwencji coraz więcej młodych ludzi sięga po te substancje. Zatrucia odnotowano u kilkuset osób w całej Polsce, w tym także w Lubinie.

Plaga narkotyków, łagodnie nazywanych dopalaczami, która w ostatnich dniach ponownie zalała cały kraj, nie ominęła też Lubina. Troje młodych lubinian trafiło do szpitala z objawami zatrucia, prawdopodobnie popularnym mocarzem.

– Musimy nazywać rzeczy po imieniu – mówi dyrektor Szelągowska. – Tak zwane dopalacze to po prostu bardzo groźna i niebezpieczna trucizna, do produkcji której używa się syntetycznych chemikaliów albo różnych, nieznanych ziół, np. z Azji – zaznacza.

Od 2010 roku produkcja i sprzedaż dopalaczy są nielegalne. Policja i sanepid mają listę substancji zakazanych i według tej listy działają. Problem w tym, że producenci często zmieniają skład dopalaczy lub używają substancji zastępczych o podobnym działaniu, których na liście już nie ma.

W ostatnich dniach swoje żniwo zbiera tzw. mocarz. – Mocarz jest groźny dla układu krwionośnego, nerwowego, wywołuje pobudzenie, agresję i groźne halucynacje – wylicza Janina Szelągowska. – Nie można dokładnie przewidzieć skutków działania, bo na każdą osobę ten środek wpływa inaczej. Jego składu nikt nie kontroluje, producenci mogą go dowolnie modyfikować, więc kupując dopalacze, tak naprawdę nie wiemy, co jest w środku – dodaje.

Dopalacze są nawet groźniejsze niż narkotyki, bo w przypadku tych ostatnich lekarze wiedzą, jak leczyć pacjenta. Natomiast dopalacze są nowym zjawiskiem na rynku, wciąż powstają nowe mieszanki, których skład się często zmienia. Dlatego, gdy trafia się pacjent po dopalaczu, nie od razu wiadomo czym się zatruł i jak go leczyć.


POWIĄZANE ARTYKUŁY