– Zachowują się tak, jakby na drodze byli tylko oni – nie dość, że jeżdżą z zawrotną prędkością, to bez przerwy gazują. Ten huk jest nie do zniesienia! – lubinianie mają już dość motocyklistów, których – jak to bywa w sezonie – na drogach coraz więcej.
Kiedy w powietrzu czuć wiosnę, słychać też huk silników – to motocykliści wyciągają z garaży swoje jednoślady i wybierają się na przejażdżki. – Człowiek zawsze cieszy się na nadejście wiosny, ale zaraz przychodzi ta obawa – na drogach pojawią się też motocykliści – opowiada jedna z mieszkanek.
Oczywiście nie o wszystkich cyklistów chodzi. Wielu z nich motocykl traktuje jako swoją pasję i szanuje innych użytkowników dróg. Ale jest też spora grupa, na którą zwykło się mówić „dawcy organów”. – Mają się za władców dróg! – mówi wprost jeden z mieszkańców Przylesia. – Jeżdżą jak piraci, między samochodami lawirują jakby pokonywali jakiś slalom, wyjeżdżają nagle zza samochodu i tylko wypadki powodują – mówi.
– To jedno, ale druga sprawa to ciągłe gazowanie. Jest ciepło, aż chce się okna otworzyć w całym mieszkaniu, a tu tylko ciągły huk i buczenie motoru. Swoich myśli czasem nie słyszę. Wieczorami najwięcej jest ich na ulicy Piłsudskiego – mówi inna z mieszkanek.
Czytelnicy liczą, że kiedy sprawa zostanie nagłośniona, uda się uspokoić uciążliwych motocyklistów. O rozwagę apeluje też lubińska policja. Mundurowi na bieżąco kontrolują prędkość kierowców jednośladów, reagują także, jeśli motocykliści zakłócają ciszę nocną. Cyklicznie organizowane są też policyjne akcje z apelem o rozwagę na drodze, bo jak wynika z obserwacji lubińskich mundurowych, pasja nie zawsze idzie w parze z bezpieczeństwem.





