Dzieci z szeroko otwartymi oczami i buziami oglądają kulisy Muzy. Dowiadują się między innymi, z jakiego drewna zrobiona jest scena i dlaczego nie zostają w niej dziury oraz jak działają światła czy kurtyna. Muzę odwiedzi dziś dziesięć takich grup, a po południu również indywidualnie dorośli. Wszystko to z okazji Międzynarodowego Dnia Teatru.
– Fajnie – stwierdza 6-letni Bartek z pierwszej klasy z Zespołu Szkół Integracyjnych, który wraz z kolegami właśnie ogląda maszynę, z której wyświetlane są filmy w lubińskim kinie. Wcześniej wszyscy biegali i tańczyli na scenie, obejrzeli z bliska reflektor i zobaczyli jak działa interkom.
– Wiecie, z czego jest zrobiona scena? Z drewna, tak. Ale z nieco innego, bo okrętowego drewna. Dzięki temu, jeśli wbijemy w podłogę hak podczas instalowania scenografii, dziura wkrótce zniknie – tłumaczył dzieciom akustyk i oświetleniowiec.
Dzieci zajrzały także do garderoby. – Ciasno tu – stwierdził jeden z maluchów. I rzeczywiście, gdy cała klasa weszła do garderoby, pozostało już niewiele wolnego miejsca.
Te odwiedziny to sposób lubińskiej Muzy na uczczenie Międzynarodowego Dnia Teatru, który przypada właśnie dzisiaj.
– Świętujemy właściwie cały tydzień. Zaczęliśmy DKF-em, pokazując filmową adaptację wystawionej przez Grzegorza Jarzynę sztuki Doroty Masłowskiej „Między nami dobrze jest”. Dzisiaj odwiedzają nas dzieci – mamy dziesięć takich grup, a po południu także dorośli. Wchodzą za kulisy, oglądają, jak wygląda praca operatora dźwięku i świateł, a także inspicjenta – mówi dyrektor Centrum Kultury Muza Małgorzata Życzkowska-Czesak. – A zwieńczeniem będzie spektakl teatralny „Na pełnym morzu” 28 marca – dodaje.
Jak zapowiada dyrektor Muzy, takie zwiedzanie będzie się teraz odbywać co roku w Międzynarodowy Dzień Teatru. Ponadto przez cały czas obejrzeć kulisy Muzy mogą grupy zorganizowane, chociażby ze szkół. – Organizujemy lekcje teatralne. Wystarczy do nas zadzwonić i się umówić. Szczegóły można znaleźć na naszej stronie internetowej www.ckmuza.eu – dodaje Małgorzata Życzkowska-Czesak.





