Chociaż w tym miejscu obowiązuje bezwzględny zakaz zatrzymywania się, to ludzie i tak parkują pod szpitalem MCZ swoje samochody. – Ja tylko na chwilę, po chorą babcię, żonę, dziecko… – to najczęstsze tłumaczenia. W części są to wykręty, w części jednak autentyczne historie. Problem rzeczywiście jest duży, bo miejsca do parkowania pod samym budynkiem brakuje. Z drugiej jednak strony stojące tam samochody czasem uniemożliwiały przejazd karetce, a parking jest, ale nieco dalej.
Aby zaparkowane auta nie tarasowały drogi przeciwpożarowej i nie utrudniały przejazdu karetkom, władze szpitala postawiły słupki. Lubińska straż miejska wciąż jednak odnotowuje sporo interwencji pod szpitalem MCZ. Jak mówi komendant straży Robert Kotulski – praktycznie codziennie. Samochody, które parkują tam pomimo zakazu, zostają odholowane.
– Przyjechałem odebrać swoją babcię. Wiem, że tam dalej jest parking, ale moja babcia jest starszą osobą, ma problemy z chodzeniem. Nie doszłaby tak daleko do samochodu. Wszedłem na chwilę, a gdy wyszedłem, samochodu już nie było. Został odholowany. Ta przyjemność kosztowała mnie 500 zł – skarży się mężczyzna, który zadzwonił do naszej redakcji. – Tak nie powinno być. Postawili tu jeszcze słupki, żeby nie można było zaparkować – dodaje.
Rzeczywiście pod szpitalem brakuje miejsca do parkowania. Z drugiej jednak strony zakazu nie można lekceważyć. Jeśli to zrobimy, musimy się liczyć z konsekwencjami, czyli odholowaniem – to koszt 500 zł – i 100-złotowym mandatem oraz jednym punktem karnym.
A zakaz stoi w tym miejscu nie bez przyczyny. Przez zaparkowane gęsto samochody trudno było przejechać karetce. A gdyby coś się stało, potrzebna była ewakuacja szpitala, musiałaby interweniować na przykład straż pożarna, to już w ogóle nie miałaby możliwości dojazdu.
– To newralgiczne miejsce i trudne ze względu na położenie. Musi być dostęp do budynku w razie jakiegokolwiek zagrożenia, akcji ratunkowej, kiedy liczy czas. A niestety oznakowanie nie jest przestrzegane przez mieszkańców. A przecież kilkadziesiąt metrów dalej jest parking. Dosyć często interweniujemy w tamtym miejscu, praktycznie codziennie – mówi komendant lubińskiej straży miejskiej Robert Kotulski.
Problem jest, choć MCZ dysponuje sporą liczbą miejsc parkingowych. Jak wylicza prezes Edward Schmidt, jest ich w sumie 333 – część bezpośrednio przylegających do budynku, część na parceli w pobliżu.
– To nasza bolączka od dawna. Niestety jest tutaj takie nagromadzenie różnych podmiotów gospodarczych, że miejsca do parkowania przeznaczone dla naszych pacjentów są zajmowane również przez innych. Nie jesteśmy jednak w stanie tego weryfikować – mówi prezes MCZ Edward Schmidt. – Na własny koszt przygotowaliśmy w pobliżu szpitala parking, obok jest też parking płatny. Jednak każdy chciałby zaparkować pod samymi drzwiami szpitala, a to fizycznie niemożliwe – dodaje.





