Matka kontra sąd i prokuratura

19

Policjanci działali właściwie, także użycie broni było uzasadnione – uznał lubiński sąd, tym samym odrzucając zażalenie na decyzję prokuratury, które złożyła Krystyna Kietla z Jurcza, matka chorego na schizofrenię paranoidalną Daniela. Rok temu, podczas ataku choroby, chłopak wpadł w szał. Bił ludzi, niszczył domy i samochody. By go powstrzymać, policja użyła broni. Matka uważa, że bezpodstawnie, ale ani prokuratura, ani teraz sąd, nie podzielają jej opinii.

W marcu ubiegłego roku Daniel działał jak w amoku. Pobił łącznie dziewięć osób, w tym pięciu policjantów, uszkodził cztery domy i aż dziewięć samochodów, w tym dwa radiowozy. Policjanci próbowali go zatrzymać na różne sposoby. Pomogły dopiero strzały. Z postrzeloną nogą chłopak trafił do szpitala.

Matka Daniela ma do policji żal, że strzelali do chorego. – Po policję zadzwoniłam sama, bo wiedziałam, że syn nie jest sobą i nie chciałam, by zrobił komuś krzywdę – mówiła nam kilka razy.

Kobieta złożyła w tej sprawie doniesienie w prokuraturze. Jej zdaniem funkcjonariusze, przekroczyli swoje uprawnienia. Zapewnia, że przekazała dyżurnemu policji, że chodzi o człowieka chorego, jednak mundurowi, którzy przyjechali na miejsce potraktowali go jak przestępcę. Pytanie, czy informację źle przekazał dyżurny czy może nieodpowiednie było zachowanie interweniujących policjantów?

Prokuratura postępowanie umorzyła. Ale Krytyna Kietla nie zamierzała się poddawać. Złożyła w sądzie zażalenie. Nim doszło do rozprawy, kilka razy była odraczana. Zdaniem kobiety – celowo. – To granie na zwłokę jest celowe. Nie walczę przecież z jednym funkcjonariuszem, tylko z całą komendą. Bo jeżeli wzywa się policję do osoby chorej psychicznie, to na pewno nie po to, by do niej strzelać – mówiła nam we wrześniu.

Rozprawa w końcu się odbyła. Adwokat kobiety mecenas Zdzisław Kulczycki wnioskował o udostępnienie zapisu rozmowy matki z oficerem dyżurnym, która prosiła o interwencję w Jurczu. Po to, by mieć pewność, że mundurowi wiedzieli, że jadą do chorego.

– Jeżeli w trakcie rozmowy z dyżurnym matka powiedziała, że jej syn jest chory na ciężkie schorzenie psychiczne, że jest osobą potencjalnie niebezpieczną, to taka policyjna interwencja nie może być wykonywana przez kogoś, kto jedzie na miejsce zdarzenia i nie wie, w jakim celu tam jedzie. Matka prosi policję o interwencję w celu pomocy – zaznaczał na sali rozpraw adwokat.

Prokurator Włodzimierz Hładyk, tłumacząc decyzję o odmowie wszczęcia postępowania, podkreślił, że działania policjantów były właściwe i uzasadnione. – Jeżeli chodzi o interwencję policji, chcę wyraźnie powiedzieć, że te środki były sukcesywnie stosowane w taki sposób, jaki przewiduje to prawo – od najłagodniejszych, polegających na stosowaniu chwytów obezwładniających, poprzez użycie gazu, siatki obezwładniającej. Te środki nie przyniosły skutków. Eskalacja przemocy dalej miała miejsce, co jednoznacznie dowodzi, że istniało realne zagrożenia dla życia osób postronnych i interweniujących funkcjonariuszy policji – podkreśla.

Opinię prokuratury podzielił sąd, który utrzymał w mocy decyzję śledczych. Wyrok jest prawomocny.

Więcej o sprawie:

www.lubin.pl/aktualnosci,32564,przekladaja_bo_nie_maja_dokumentow.html

www.lubin.pl/aktualnosci,29882,szedl_przez_wies_i_sial_zniszczenie.html


POWIĄZANE ARTYKUŁY