Sąd: Nie chciała zabić dziecka

13

Właśnie zapadł wyrok w sprawie, która zbulwersowała również lubinian. Sąd uznał, że 21-letnia Chinka, która w sąsiednich Polkowicach porzuciła swoje nowo narodzone dziecko na śmietniku, nie chciała go zabić. Choć kobieta straciła prawa rodzicielskie do synka, stara się teraz go odzyskać.

21-latka Linfang Y. 11 lutego ubiegłego roku zawinęła swojego nowo narodzonego synka w poszewkę i ręcznik, włożyła do kartonowego pudełka i zostawiła w śmietniku. Płaczące dziecko znalazł mężczyzna szukający puszek po napojach. Chłopczykowi noszącemu obecnie imię Kacper, mocno wychłodzonemu, udzielono pomocy w szpitalu w Lubinie.

Szybko ustalono, że matką dziecka jest młoda Chinka pracująca i mieszkająca na zapleczu jednego ze sklepów na terenie Polkowic.

– Prokurator uznał, iż kobieta działała w zamiarze ewentualnym pozbawienia życia swego dziecka. Pozostawiając noworodka bez zaopatrzonej pępowiny na śmietniku przy tak niskiej temperaturze musiała liczyć się z jego śmiercią – mówi Liliana Łukasiewicz z Prokuratury Okręgowej w Legnicy. – Podejrzana nie przyznała się do popełnienia zarzuconego jej przestępstwa. Twierdziła, że nie chciała, aby dziecko umarło. Miała nadzieję, że ktoś chłopca zabierze. Zostawiła go w śmietniku, bo tam przychodzi dużo ludzi. W późniejszych wyjaśnieniach podała, że zrobiła to tylko z przyczyn natury ekonomicznej i że kiedy zostawiała dziecko na śmietniku myślała tylko o tym, że nie ma go jak wychować i że jestem w Polsce sama. Wyjaśniła także, iż po pewnym czasie chciała wrócić po dziecko, ale wtedy przyszła policja i było już za późno. Twierdziła, że chciałaby otrzymać jeszcze jedną szansę i dostać dziecko z powrotem – dodaje prokurator.

Za usiłowanie zabójstwa Chince groziła kara od 8 lat do dożywotniego pozbawienia wolności. Prokurator wnioskował o 10 lat pozbawienia wolności.

Sąd stwierdził jednak, że Linfang Y. nie chciała zabić dziecka, a jedynie naraziła je na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia. Chinka została skazana na dwa lata więzienia z warunkowym zawieszeniem na cztery lata. Została też oddana pod dozór kuratora sądowego i musi zapłacić 13,5 tys. zł grzywny.

– Prokurator nie podzielił oceny prawnej zachowania skazanej i zamierzając zaskarżyć wyrok zwrócił się do sądu o pisemne uzasadnienie rozstrzygnięcia. Po zapoznaniu się z pełną argumentacja sądu podjęta zostanie decyzja w tym zakresie – dodaje prokurator Łukasiewicz.

Chłopiec przebywa obecnie w domu małego dziecka i czeka na adopcję. Sąd rodzinny pozbawił matkę władzy rodzicielskiej. Kobieta odwiedza syna i stara się go odzyskać.


POWIĄZANE ARTYKUŁY