Wrogiem frekwencja, nie kandydaci

13

Konferencje, happeningi i ulotki – by zdobyć poparcie lubinian zrobili wiele. Kandydatów na prezydenta Lubina jest trzech – jedni wybrali czyste zagrania i po prostu mówili o swoim programie, inni woleli krytykować swoich konkurentów. Jednak, jak mówi prezydent Robert Raczyński, w czasie wyborów największym wrogiem są nie kandydaci, a frekwencja.

Swoje kampanie wyborcze podsumowali dziś politycy walczący w Lubinie o prezydencki fotel. – Wyszliśmy do mieszkańców miasta i powiatu z bardzo konkretnym i merytorycznym programem. Nasza kampania była ponadto bardzo pozytywna. Nie atakowaliśmy swoich konkurentów – mówi kandydat na prezydenta z ramienia Prawa i Sprawiedliwości, Krzysztof Kubów.

Według Krzysztofa Olszowiaka, do niedawna radnego Platformy Obywatelskiej, dziś reprezentanta Komitetu Razem, łączącego PO, SLD i Teraz Lubin, kampania była wyczerpująca. – Niemniej myślę, że najbliższe wybory będą najlepszą okazją do oceny naszej pracy. Głos należy do mieszkańców i mamy nadzieję, że ten nasz głos, który był w ostatnich dniach bardzo donośny, pozwoli mieszkańcom zainteresować się samorządem – liczy Krzysztof Olszowiak.

Jak przyznaje bezpartyjny prezydent Lubina Robert Raczyński, który w najbliższych wyborach będzie ubiegał się o reelekcję, największym wrogiem kandydatów nie są konkurenci, a frekwencja.

– Postanowiłem sobie, że te kilka ostatnich dni poświęcę wyłącznie na apel o pójście do wyborów. Dlaczego wysoka frekwencja jest tak ważna? Z prostej przyczyny. Przy niskich frekwencjach do wyborów idzie wyłącznie elektorat upartyjniony – zauważa prezydent Lubina Robert Raczyński.


POWIĄZANE ARTYKUŁY