![]()
Nawet dożywocie grozi 20-letniej Chince, która zimą wyrzuciła swoje nowo narodzone dziecko do śmietnika. Ze względu na jej chwilową niepoczytalność, sąd może jednak złagodzić wyrok. Lubińska prokuratura właśnie zakończyła śledztwo w tej sprawie, a akt oskarżenia trafił do legnickiego sądu okręgowego.
Płaczące dziecko zawinięte w kocyk i ręcznik, włożone do kartonowego pudełka, 11 lutego około godziny 11 rano w kontenerze na śmieci przy ulicy Hubala w Polkowicach znalazł mężczyzna szukający puszek po napojach. Chłopczyk był już bardzo wychłodzony, na dworze było wtedy około 5 stopni Celsjusza, więc od razu trafił do lubińskiego szpitala.
– Biegła z zakresu medycyny stwierdziła, że na skutek porzucenia noworodka w takich warunkach wystąpiła u niego sinica obwodowa, zwolnienie czynności serca, obniżenie wartości saturacji, cechy kwasicy oraz odwodnienie, co stanowiło chorobę realnie zagrażającą życiu – informuje Liliana Łukasiewicz, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Legnicy. – Biegła podała również, że pozostawienie noworodka w tak niskiej temperaturze stwarzało zagrożenie śmiercią w czasie od kilkudziesięciu minut do kilku godzin – dodaje.
Bardzo szybko ustalono, że matką dziecka jest Linfang Y., młoda Chinka pracująca i mieszkająca na zapleczu jednego ze sklepów w Polkowicach. Kobieta przyjechała do Polski legalne w czerwcu ubiegłego roku. Już wówczas była w ciąży, ale ukrywała ją przed pracodawcą i współpracownikami.
To w sklepie około 4 nad ranem sama urodziła syna, a następnie po zawinięciu go w poszewkę włożyła dziecko do pudła i zaniosła go do śmietnika. Kobietę zatrzymano i postawiono jej zarzut usiłowania zabójstwa noworodka.
– Podejrzana nie przyznała się do popełnienia przestępstwa i odmówiła złożenia wyjaśnień. Podała tylko, że zrobi to później, gdyż jest w złym stanie emocjonalnym. Dodała jednak, że nie chciała, aby dziecko umarło. Miała nadzieję, że ktoś chłopca zabierze. Zostawiła go w śmietniku, bo tam przychodzi dużo ludzi. W późniejszych wyjaśnieniach podała, że zrobiła to tylko z przyczyn natury ekonomicznej i że cały czas myślała tylko o tym, że nie ma go jak wychować i że jest w Polsce sama. Wyjaśniła także, iż chciała wrócić po dziecko, ale wtedy przyszła policja i było już za późno. Twierdzi, że chciałaby otrzymać jeszcze jedną szansę i dostać dziecko z powrotem – relacjonuje prokurator Łukasiewicz.
W toku śledztwa biegli orzekli, że zachowanie Chinki było skutkiem załamania równowagi emocjonalnej w sytuacji długotrwałego obciążenia psychicznego przekraczającego jej możliwości adaptacyjne. Według biegłych, Linfang Y. miała ograniczoną w stopniu znacznym zdolność rozpoznania znaczenia zarzucanego jej czynu i pokierowania swoim postępowaniem.
W lipcu sąd uchylił areszt wobec oskarżonej. Zastosowano środki zapobiegawcze w postaci poręczenia majątkowego w kwocie 20 tys. zł i dozoru policji, jednocześnie zobowiązując kobietę, która mieszka obecnie we Wrocławiu, by raz w tygodniu stawiała się na komendzie. Zabrano jej też paszport i zakazano opuszczać Polskę.
Przed legnickim sądem odpowiadać więc będzie z wolnej stopy. Za usiłowanie zabójstwa grozi kara od 8 lat do dożywocia. Z uwagi na ograniczoną poczytalność w chwili czynu, sąd może zastosować wobec kobiety nadzwyczajne złagodzenie kary, co oznacza możliwość jej skrócenia od 2,5 do 8 lat więzienia.
Chłopca nazwano Kacper. 7-miesięczne dziś dziecko przebywa w domu małego dziecka i czeka na adopcję. Sąd rodzinny w sierpniu pozbawił matkę władzy rodzicielskiej. Decyzja jest prawomocna.
http://youtu.be/p2w5BVoMSYo





