– To, co się stało w Australii, dodaje skrzydeł. Ale to na pewno nie jest moje ostatnie słowo – zapowiada tenisista Łukasz Kubot. Dziś sportowiec gościł w swoim rodzinnym mieście. Konferencja, którą zorganizowano w siedzibie KGHM – jego głównego sponsora – była dla tenisisty ogromnym zaskoczeniem. Zjechały się media z całej Polski. – Nie spodziewałem się, że aż tylu Państwa będzie chciało się ze mną spotkać – mówi skromnie.
Dziennikarze mieli wiele pytań. Przede wszystkim, jak grało się w Australii. Przy tak wysokich temperaturach. – Pięć dni pod rząd graliśmy przy niewyobrażalnych upałach. Przez to wiele meczów nie mogło się zakończyć. Myślę, że organizatorzy wyciągną z tego wnioski i w przyszłości ustali się granice temperatur, przy których zawodnicy będą wychodzić na korty – opowiada. – Gra w takich warunkach, jak teraz, może mieć za kilka lat wpływ na zdrowie zawodników – zaznacza.
![]()
Padło też pytanie o kankana, którego tradycyjnie odtańczył po wygranej. Wszystko zaczęło się pod koniec 2010 roku. – Z moim trenerem od przygotowania fizycznego wymyślaliśmy jakieś ćwiczenia i w pewnym momencie zacząłem podnosić nogi. Trener powiedział, że jak wygram swój pierwszy mecz na wielkim korcie, to mam tak zatańczyć. Tak się to zaczęło. Trochę czuję się nieśmiało z tym, ale z drugiej strony dla młodych kibiców to taki znak, że tenis, to nie tylko praca, pieniądze ale też zabawa i radość. Obiecałem też rodzinie, że zatańczę, więc trzeba było dotrzymać słowa – śmieje się.
![]()
Lubinianin nie kryje, że wygrana w Australia Open od zawsze była jego marzeniem. I że ma swoje dalsze plany, o których na razie nie chce mówić. – Żeby nie zapeszać – uśmiecha się. – Cieszę się, że mogłem rozegrać ten mecz z Robertem. Zagraliśmy fantastycznie i – mówiąc nieskromnie – zasłużyliśmy na tę wygraną. Cieszę się, że jestem ambasadorem tenisa i mogę go promować w Polsce. Mam nadzieję, że dzięki temu sport ten będzie bardziej popularny. Bo mimo że jest to droga dyscyplina, to tenis jest wspaniałym sportem – zaznacza.
W wygranej na pewno pomogli Łukaszowi także kibice. – Byłem praktycznie w każdym kraju i na każdym korcie. I właśnie w Australii jest najlepsza publiczność. Przychodzi wielu Polaków, którzy są głodni sukcesów naszych rodaków. Ta gra to dla mnie bardzo duże emocje, dlatego wolę głośną publiczność, która mi kibicuje – tłumaczy.
![]()
Ale najbardziej wdzięczny jest swojej rodzinie. I to im dedykuje swój puchar z Australia Open. – Z moją rodziną jestem bardzo blisko, szczególnie z moją młodszą siostrą Paulą. Bliscy znają mnie od A do Z. Wiedzą, kiedy mogą mnie poklepać po ramieniu, a kiedy powinni mnie skrytykować. Ten puchar dedykuję im, bo zawsze byli i będą dla mnie najważniejsi – podkreśla.
Podczas spotkania w siedzibie KGHM Łukasz podziękował też miedziowej spółce. Za to, że zawsze w niego wierzyła i inwestowała w jego rozwój. – Na ten rok też podpiszemy umowę o współpracy. Zrobilibyśmy to nawet gdyby Łukasz nie wygrał w deblu w Australia Open – zapewnia Paweł Oboda, dyrektor departamentu komunikacji społecznej i CSR w Polskiej Miedzi.





