Kibice: Amatorzy, nie piłkarze!

22

Miedziowi nie potrafią przełamać swojej niedyspozycji. W spotkaniu 17. kolejki ulegli na własnym terenie Piastowi Gliwice 0:2. Spotkanie było słabym spektaklem, który usłany był dodatkowo trzema czerwonymi kartkami i kilkoma żółtymi.

Pierwszy próbę zdobycia gola mieli przyjezdni. Lubomir Guldan sfaulował kapitana Piasta, Tomasza Podgórskiego dosłownie kilka metrów przed linią pola karnego i sędzia podyktował rzut wolny. Ekipa Marcina Brosza nie wykorzystała tej okazji. Miedziowi w 3. minucie stworzyli ciekawą kontrę. Piłka trafiła pod nogi Davida Abwo, który już wbiegał w pole karne i zamierzał oddać strzał z konta w kierunku bramki Treli. Został jednak powstrzymany przez obrońców Piasta.

10. minuta była początkiem końca dla gospodarzy. Były zawodnik miedziowych, Łukasz Hanzel w zamieszaniu w polu karnym miejscowych oddał celny strzał do bramki Michała Gliwy i Piast wygrywał 1:0. Do końca pierwszej odsłony podopieczni Oresta Lenczyka nie potrafili się przełamać i zdobyć gola na remis. Na uwagę zasługuje jedynie kilka ciekawych interwencji Michała Gliwy. W kolejnych 45. minutach gospodarze nie wnieśli do swojej gry nic specjalnego. Na domiar złego dla Zagłębia, w 61. minucie Ruben Fernandez oddał silny strzał z biegu, czym zaskoczył Michała Gliwę i goście prowadzili już 2:0. Miedziowi nie potrafili odpowiedzieć celnym trafieniem, ale za to ciosami w kierunku piłkarzy rywala.

Kilkakrotnie dochodziło do przepychanek, czy to w polu karnym, czy na środku boiska. W jednym momencie trzech zawodników otrzymało za wyżej wymienioną sytuację żółte kartki (Adam Banaś, Bartosz Rymaniak i Łukasz Hanzel). W 78. minucie boisko opuścił kapitan Zagłębia, który po raz drugi ujrzał żółty kartonik. Z murawy chwilę później zszedł również Łukasz Hanzel. Sędzia doliczył do regulaminowego czasu gry jeszcze pięć minut, ale nawet w tym czasie, gospodarze byli po prostu bezsilni.

– Od pewnego czasu krąży mi myśl, że w Zagłębiu brakuje "playmakera", moja drużyna grała bez swojego przywódcy, lidera. Do przerwy było kopanie na dobrze grających obrońców, nie mogliśmy sobie stworzyć okazji. Gdybym siedział na trybunach nie krzyczałbym jak kibicie, ale milczałbym patrząc na wszystko przerażony – przyznał po meczu Orest Lenczyk.


POWIĄZANE ARTYKUŁY