– Nie czuję, żebym zrobił coś nadzwyczajnego. Dla mnie to jest normalne, ludzkie podejście, żeby nie wyrządzać komuś krzywdy – przyznaje kierowca autobusu, który podczas jednego ze swoich kursów stanął w obronie chłopca zaczepianego przez starszych kolegów. O sytuacji zrobiło się głośno w internecie, ponieważ ktoś napisał post, dziękując kierowcy i jednocześnie apelując do rodziców o zwrócenie uwagi, na to, jak zachowują się ich dzieci, jak traktują kolegów. Ta sytuacja to bowiem dobry pretekst do podjęcia tego tematu. – Trzeba reagować. Sam jestem rodzicem trzyletniej córki i nie wyobrażam sobie, żeby to moją córkę kiedyś spotkało – podkreśla Krystian Furtek, pracownik lubińskiego PKS-u.

W ogóle nie pisalibyśmy dziś o tym zdarzeniu, gdyby nie post, jaki ktoś umieścił na Spotted: Lubin i okolice na Facebooku. Dziękuje w nim kierowcy autobusu linii nr 1 za „czujność, wrażliwość i właściwą reakcję na zaistniałą sytuację”. Zwrócił on bowiem uwagę dwóm uczniom, którzy zaczepiali młodszego kolegę – wyśmiewając go oraz zastraszając – i wyprosił ich z autobusu.
Udało nam się dotrzeć do owego kierowcy, który choć najpierw grzecznie odmówił, w końcu dał się przekonać, by z nami porozmawiać. Jak zauważyła jego żona, mówi się głośno przede wszystkim o złych wydarzeniach, a warto przecież również o tych dobrych, by zachęcać ludzi do reagowania i niepozostawania obojętnymi, gdy komuś dzieje się krzywda.
Jak opisuje pan Krystian, już podjeżdżając na przystanek, zwrócił uwagę na dwóch chłopców, którzy bardzo emocjonalnie zareagowali na przyjazd autobusu.
– Wypatrywałem w lusterku, o co chodzi. Myślałem, że jakiś kolega dobiega do autobusu, ale jak wsiedli przednimi drzwiami, usiedli na środkowych miejscach, zrozumiałem, że chodzi o kogoś, kto już jest w środku. Zaczęli wołać i zaczepiać jakiegoś chłopca. To było takie narzucające, nękające – relacjonuje przebieg wydarzeń w autobusie pan Krystian. – Później zauważyłem, że przenieśli się na tył, tam gdzie siedział ten chłopiec. Odniosłem wrażenie, że on nie chce tego kontaktu z nimi i stwierdziłem, że podejdę, zapytam, czy oni mu nie dokuczają. Chłopiec popatrzył na mnie ze łzami w oczach i szepnął pod nosem, że „tak”. Długo nie myślałem, poprosiłem tę dwójkę, żeby opuścili autobus i zaczekali na kolejny. Mówili, że chcieli się tylko zapoznać z chłopcem, ale ja zupełnie inaczej to odebrałem i wygląda na to, że on sam też – opowiada.
Wyproszona dwójka wysiadła, a chłopiec, w którego obronie stanął pan Krystian, gdy na swoim przystanku opuszczał autobus, podszedł do kierowcy i cichym, drżącym głosem mu podziękował.
– Odpowiedziałem, że nie ma za co, ale że nie można tak zostawić tej sytuacji i poprosiłem, żeby opowiedział w domu rodzicom, że był zaczepiany. Przy okazji chciałbym zaapelować do wszystkich, by zwracali uwagę na innych – między żartami, a nękaniem jest cienka linia. Dla nas może to nie być nic ważnego, żarty, a dla innego przykrość, traumatyczne wydarzenie. Jeśli ktoś żartuje z kogoś w grupie, powinien wcześniej pomyśleć, bo tej osobie mogą nie odpowiadać takie żarty – zauważa kierowca Lubińskich Przewozów Pasażerskich.

Na to samo zresztą w swoim poście zwraca uwagę osoba, która podziękowała panu Krystianowi za to, że zareagował. „Chciałabym również zwrócić się do rodziców: proszę, zwracajcie uwagę na to, jak Wasze dzieci zachowują się w miejscach publicznych i jak traktują innych ludzi. Poniżanie, wyśmiewanie i zastraszanie nikogo nie czynią fajniejszym, silniejszym ani bardziej dorosłym. Pokazują jedynie brak szacunku wobec innych. Dziś może to być cudze dziecko, a jutro ktoś może potraktować w ten sam sposób Wasze” – czytamy.
Z zachowania pana Krystiana jest również dumny jego pracodawca, który tak samo podkreśla, że warto reagować, gdy jesteśmy świadkami, że komuś dzieje się krzywda.

– Są przypadki, że taka reakcja nic nie da, można się narazić na wyzwiska, ale jak się uda choć w kilku przypadkach, to już jest dobrze. Nie tylko pomożemy, ale i ktoś zapamięta, zobaczy, sam zareaguje następnym razem, zrobi się trochę dobra wśród ludzi, w otoczeniu – mówi prezes PKS Lubin Kazimierz Ziółkowski. – Zachowanie pana Krystiana zasługuje na najwyższe uznanie. To jest dopiero 34-letni kierowca, ale wyjątkowy, bardzo empatyczny, z dobrym charakterem i sercem. Czego sytuacja z tymi trzema chłopcami była najlepszym przykładem – dodaje, przyznając, że praca kierowcy nie należy do najłatwiejszych. – To jest bardzo ciężki zawód. Trzeba być w stałym napięciu, obserwować jaki jest ruch na drodze, jak się zachowują pasażerowie, sprawdzać czas przyjazdu na przystanki i czas odjazdu. Naprawdę trzeba być cały czas gotowym w skupieniu. A sytuacje zdarzają się naprawdę różne… – mówi.







