Niechlubną rekordzistką w radzie miejskiej jest radna Elżbieta Morawska. Na 13 sesji w ubiegłym roku opuściła aż osiem. Jej frekwencja wyniosła zaledwie 38,47 procent. Dla porównania rok wcześniej opuściła zaledwie jedno posiedzenie.
W wyborach Morawska startowała z listy Prawa i Sprawiedliwości. Potem miała chwilowy romans z PO, kiedy na kilka miesięcy przyłączyła się do rajców tej partii. W radzie miejskiej wspólnie utworzyli klub Porozumienie Samorządowe.
Udział we wszystkich 13 posiedzeniach daje radnym 100-procentową frekwencję. Ale takim wynikiem może się pochwalić tylko pięcioro rajców: Marcin Białkowski, Andrzej Górzyński, Joanna Kot, Piotr Socha i Maria Szydłowska.
Raz obrady opuściło aż siedem osób: Zbigniew Czerwonka, Dorota Dutkanicz, Dariusz Jankowski, Joanna Koronowska, Romuald Kujawa, Krzysztof Olszowiak i Marian Węgrzynowski. Ich frekwencja wynosi zatem 92,31 procent.
Im dalej, tym słabsze wyniki. Dwa razy na sesji nie było: Kseni Dowhań-Domańskiej, Roberta Szweda, Zbigniewa Warczewskiego i Franciszka Wojtyczki (84,62 proc.). Trzy razy obrady opuścili Bogusława Potocka-Zdrzalik, Roman Rozmysłowski oraz Roman Zaprutko (76,93 proc.). Cztery razy na sesji nie było Piotra Motylińskiego (69,24 proc.), a aż sześć razy – Roberta Cieślowskiego (53,85 proc.).
Kolejne wybory samorządowe już jesienią przyszłego roku. Frekwencja radnych na sesjach może być więc wskazówką, na kogo warto oddać swój głos w przyszłości.





