Po trudnym okresie związanym z kontuzją i przerwą od gry, Weronika Weber konsekwentnie wraca do pełni formy. Rehabilitacja przebiega zgodnie z planem, a każdy kolejny etap przybliża do powrotu na parkiet. O procesie zdrowienia, codzienności poza sezonem oraz wsparciu najbliższych opowiada w szczerej rozmowie.

Nie sposób na początku nie zapytać o Twój stan zdrowia. Jak przebiega Twoja droga powrotna do gry?
Przede wszystkim wracam do siebie – zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Na początku było mi ciężko, czułam się dobrze na boisku, a kontuzja przyszła niespodziewanie. To moja kolejna kontuzja kolana, dlatego wiedziałam jak to będzie wyglądało. Teraz jestem na dobrej drodze, by wrócić na parkiet, czuję się naprawdę dobrze. Cieszę się z każdej, nawet najmniejszej poprawy i nowego etapu w rehabilitacji.
Jak teraz wygląda Twoja codzienność?
Moja codzienność mocno się zmieniła, bo każdego dnia odbywam treningi indywidualne. Mam też regularne spotkania z fizjoterapeutą. Zmieniło się przede wszystkim to, że nie uczestniczyłam w popołudniowych treningach jak w trakcie sezonu – wszystko koncentruje się na rehabilitacji. Ktoś mógłby pomyśleć, że mam teraz więcej wolnego czasu, ale tak nie jest. Cały mój dzień jest podporządkowany powrotowi na boisko i dbaniu o zdrowie w jak najlepszy sposób.
Kiedy jest przewidziany Twój powrót do treningów i na parkiet?
Nie lubię tego pytania, bo to w dużej mierze walka z czasem. Przy zdrowiu nic nie jest pewne – sytuacja może się zmieniać. Myślę, że sierpień to moment, w którym będę już w pełni z drużyną. Nie mogę się tego doczekać. Mam jednak nadzieję, że gdy wrócę na boisko to wszystko będzie w porządku.
Jak ważne jest dla Ciebie wsparcie najbliższych, przyjaciół i koleżanek z zespołu?
Po kontuzji otrzymałam ogromne wsparcie – zarówno od zespołu, osób związanych z klubem oraz moich najbliższych. Myślę, że ludzie wokół mnie stanęli na wysokości zadania i w momentach, gdy brakowało mi sił i motywacji to potrafili mnie podnieść i zmotywować, zresztą robią to do teraz.
Jak teraz wygląda współpraca z lekarzami i fizjoterapeutami na tym etapie rehabilitacji?
Obecnie mam wizyty kontrolne i jestem mniej więcej raz w miesiącu w Koninie w klinice Guardian Clinic, z którą współpracujemy. Jestem bardzo zadowolona z wyboru miejsca i lekarza – doktor Maciej Karaczun to specjalista w swojej dziedzinie. Rehabilitacja i współpraca z Patrykiem Szydziakiem i Pawłem Ptakiem również układa się świetnie. Cieszę się, że mam ich blisko – oprócz bycia świetnymi specjalistami, są po prostu dobrymi ludźmi i mogę na nich zawsze liczyć.
Jak wygląda Twój czas, gdy nie jesteś w rytmie sezonu? Masz przestrzeń na inne rzeczy?
Na pewno zmieniło się to, że w weekendy kiedy drużyna miała mecze wyjazdowe miałam trochę więcej czasu, który poświęcałam najbliższym. Częściej widywałam się z rodziną. Jednocześnie rehabilitacja zajmuje na tyle dużo czasu i energii, że po nich często byłam zmęczona i wybieram regenerację oraz odpoczynek, żeby mieć siłę na kolejne dni pracy.
Jak radziłaś sobie z oglądaniem drużyny z perspektywy trybun?
Szczerze mówiąc, nie było to łatwe, to były te cięższe momenty. Emocje są zupełnie inne i znacznie silniejsze. Często czułam bezsilność i smutek, że chciałabym być na boisku i pomóc dziewczynom. Mogłam tylko patrzeć z boku, ale starałam się wspierać zespół mentalnie tak bardzo, jak to możliwe. Na szczęście to już za mną i patrzę tylko z uśmiechem na to co przyniesie przyszłość.




