Zarząd Przedsiębiorstwa Budowy Kopalń PeBeKa zaprosił dziś dziennikarzy na konferencję prasową poświęconą trwającemu w spółce sporowi zbiorowemu. Przedstawiciele firmy odnieśli się do żądań związkowców dotyczących podwyżek wynagrodzeń oraz przedstawili swoją propozycję dla pracowników.

Jak poinformował zarząd, podczas ostatniego spotkania ze stroną społeczną, które odbyło się w ubiegły piątek, przedstawiono nową propozycję podwyżek. Zakłada ona wzrost stawek zasadniczych o 5,5 procent oraz wypłatę jednorazowej zapomogi wiosenno-letniej w wysokości 1200 zł brutto.
Prezes Jacek Kulicki przypomniał również o innych świadczeniach, które w ostatnim czasie wzrosły. Ekwiwalent za węgiel został podniesiony z 1000 do 1601 zł, co oznacza wzrost o 61 procent. Od 1 stycznia zwiększono także składkę do Pracowniczego Programu Emerytalnego do 7 procent.
– Firma w ramach PPE dokłada środki każdemu pracownikowi, żeby miał godną odprawę po przejściu na emeryturę. Dla spółki to koszt około 27 milionów złotych rocznie – podkreślał Kulicki. Jak dodał, sam ekwiwalent za węgiel kosztuje firmę około 33 mln zł rocznie.
Według wyliczeń zarządu, po uwzględnieniu wszystkich świadczeń średnie miesięczne wynagrodzenie w spółce miałoby wzrosnąć o około 1580 zł brutto. Wzrosła także kwota tzw. „wczasów pod gruszą”, która w tym roku wynosi 5100 zł na pracownika.

Związkowcy oczekują jednak wyższych podwyżek i domagają się wzrostu stawek zaszeregowania o 6,8 procent. Zdaniem zarządu taki poziom wzrostu wynagrodzeń byłby zbyt dużym obciążeniem dla budżetu spółki.
– Jako zarząd musimy brać pod uwagę sytuację makroekonomiczną oraz bezpieczeństwo firmy. Priorytetem są miejsca pracy, płynność finansowa i terminowa wypłata wynagrodzeń – zaznaczał prezes PeBeKa.
Spółka zatrudnia obecnie około 2300 pracowników. Zarząd podkreśla, że nie chce eskalacji konfliktu i liczy na osiągnięcie kompromisu podczas kolejnych rozmów zaplanowanych na jutro.
– My nie chcemy strajku, my się chcemy dogadać. Strajk nie jest naszym celem i chcemy temu zapobiec – mówił Kulicki. Jak dodał, ewentualny protest oznaczałby nie tylko brak wynagrodzenia za czas strajku dla pracowników, ale również straty finansowe dla samej spółki.
Prezes zwracał uwagę, że ograniczenie prac mogłoby odbić się na przychodach firmy. – To nie jest szczególnie bezpieczne dla spółki. Dlatego liczymy na porozumienie i apelujemy do strony związkowej o zdrowy rozsądek – podkreślił.
Jeśli strony osiągną kompromis, podwyżki miałyby obowiązywać z wyrównaniem od 1 kwietnia tego roku.
Fot. BM




