![]()
– Skąd, do cholery nabrać tych pieniędzy? Wszyscy chyba powariowali! – rodzice lubińskich uczniów nie przebierają w słowach, bo są już u kresu wytrzymałości. Sierpień i wrzesień kojarzą im się z jednym – ogromnymi wydatkami na szkolne wyprawki.
– Mam dwie córki. 7- i 9-letnią. Za same książki dla nich zapłaciłam już 450 zł! – denerwuje się mama Kasi i Oli. – Kto to widział. Chodzą do tej samej szkoły, więc myślałam, że po starszej, książki będą dla młodszej. Ale gdzie tam! To nic, że są ćwiczenia. Teraz wypełnia się też podręczniki, więc później książka jest do wyrzucenia – narzeka lubinianka.
![]()
Kobieta wyliczyła, że aby posłać dzieci do szkoły, musi wydać około tysiąca złotych. – Dochodzą przecież zeszyty, farby, bloki i inne przybory. I jeszcze nowe buty, drugie na zajęcia wychowania fizycznego. Ta lista jest naprawdę długa – wylicza, łapiąc się za głowę.
Lubinianka narzeka też, że w dzisiejszych czasach źle wychowuje się dzieci. – Jestem samotną matką. Nie stać mnie na rarytasy. Moje córki są czyste, ale skromnie ubrane. I przez to wśród rówieśników są gorsze. Bo jak nie masz bluzy z nadrukiem z najnowszej kreskówki, to jesteś nikim. Dlaczego dzieciom nie tłumaczy się, że wygląd nie jest najważniejszy? Nie każdego stać na książki, zeszyty i jeszcze wymianę całej dziecięcej garderoby – załamuje ręce.
![]()
Sytuację wykorzystują parabanki oferujące szybkie kredyty gotówkowe. – mamy już nawet w swojej ofercie kredyty przeznaczone właśnie na wyprawki szkolne. Pieniądze dostajemy szybko i bez problemu, tylko gorzej jest później ze spłacaniem – mówi pracownica jednej z lubińskich placówek.
Co więc nam zostaje? Robić zakupy etapami, już od początku wakacji. Albo postarać się o pracę w Polskiej Miedzi. Tam każdy z pracowników otrzymuje tzw. kredkowe, które na rękę wynosi około 1,6 tys. zł. – To dla nas ogromna pomoc. Bez problemu wystarcza na wszystkie potrzeby dziecka – przyznaje żona jednego z górników.





