Przez wiele dni nie ruszył się z gniazda. Nie jadł, nie pił. Jednak gdy choremu bocianowi próbowano pomóc, przestraszył się i ostatkiem sił odleciał, chroniąc się na jednym z dachów. – Trzeba go ratować. Nie mogę patrzeć jak się biedne zwierzę męczy – mówi Danuta Nożewska, sołtys Siedlec – miejscowości, w której bociek znalazł dom na słupie w pobliżu świetlicy.
– Inne bociany już od nas odleciały. On został sam, chory. Jest za słaby, żeby odlecieć. Nigdy wcześniej nie zdarzyła się u nas taka sytuacja – dodaje sołtys. – Starałam się mu pomóc, jak umiałam. Poprosiłam o pomoc strażaków. Przyjechali, jednak ze względu na przewody elektryczne nie mogli nic zrobić.
Pani Danuta zawiadomiła więc gminę. Do Siedlec przyjechali przedstawiciele gminy, Tauronu, a także weterynarz. Przy pomocy podnośnika próbowano dostać się do boćka. Ptak jednak się wystraszył i odleciał. – Leciał nisko nad ziemią. Potem wylądował na dachu. Nie można było nic więcej zrobić – dodaje Sołtys Siedlec.
I tak skończyła się akcja ratownicza.
– Sprawa jest o tyle skomplikowana, że bocian jest zwierzęciem chronionym. Nie można go płoszyć, ani niszczyć jego siedlisk – mówi Tomasz Bolek z referatu ochrony środowiska, gospodarki odpadami i rozwoju wsi z Urzędu Gminy Lubin. – Będziemy obserwować tego bociana. Jeżeli zwierzę będzie wykazywać oznaki zmęczenia i złej kondycji, spróbujemy jeszcze raz go złapać – dodaje.
A wszystko wskazuje na to, że ponowna interwencja będzie potrzebna. Bocian wygląda na osłabionego i osowiałego.
Gdy boćka uda się schwytać, zajmie się nim weterynarz. Zostanie przewieziony do legnickiego oddziału Dolnośląskiego Zespołu Parków Krajobrazowych.
Nie pierwszy raz w gminie Lubin bocian potrzebuje pomocy ludzi. Kiedyś w Miłoradzicach ptak został potrącony przez jakiś pojazd. Pomocy udzielił mu weterynarz. Potem został on przewieziony do Legnicy do Dolnośląskiego Zespołu Parków Krajobrazowych.
AKTUALIZACJA: Jak donosi nam pani Henryka, w Zaborowie także pozostał bocian, ale bardziej oswojony. Przychodzi pod dom, a nawet wchodzi na podwórko. Nauczył się, że jak przyleci, to klekota, by ktoś dał mu jeść. – Właścicieli nie ruszy, tylko obcych i mężczyzn – informuje nasza Czytelniczka.





