Parkingi nie całkiem strzeżone

416

Zostawiając auto na strzeżonym parkingu, wierzymy, że jest ono bezpieczne, bo przecież płacimy za jego pilnowanie. Jednak jak się okazuje nie zawsze. – Równie dobrze mogłabym zostawić auto pod blokiem – denerwuje się pani Sylwia, której ktoś uszkodził samochód. – Za co więc płacę 80 zł miesięcznie, skoro parking nie chce ponieść żadnej odpowiedzialności?

Lubinianka uszkodzenie swojego BMW zauważyła dopiero gdy pojechała na zakupy. – Miałyśmy z córką w niedzielę jechać na działkę, ale po drodze wstąpiłyśmy do sklepu. Gdy wkładałam zakupy do bagażnika, zobaczyłam, że maska z tyłu jej uszkodzona, jakby ktoś pochlapał ją kwasem. Musiało się to stać na parkingu strzeżonym, ponieważ w sklepie byłam tylko kilka minut, a w samochodzie cały czas siedziała moja córka. Od piątku nie ruszałam auta – wspomina pani Sylwia.

Na parkingu od pracownika usłyszała jednak, że nie jest on w stanie dla niej nic zrobić. Parking ma bowiem swój regulamin, w którym wyraźnie napisane jest, że szkodę trzeba zgłosić zanim wyjedzie się z placu.

Lubinianka pojechała więc na policję. – Rzeczywiście mamy zgłoszenie o uszkodzeniu samochodu nieznaną substancją. Prowadzone jest postępowanie w tej sprawie – mówi Jan Pociecha, rzecznik lubińskiej policji.

Jak wspomina pani Sylwia, w komendzie spędziła cztery godziny i również nie za wiele to dało. – Nawet gdyby policjanci chcieli sprawdzić, kto to zrobił, to nie mogą, bo choć parking miał kiedyś monitoring, to już go nie ma. Podobno trafił w niego piorun i się popsuł – dodaje zdenerwowana kobieta. – A to musiało się stać na parkingu! Auto parkuję tyłem do płotu. Wygląda jakby ktoś chlapnął ze strzykawki kwas na maskę. A parking zero odpowiedzialności. Naciągają tylko ludzi. Parkujesz tam, bo myślisz, że pilnują twojego samochodu i nic złego się nie stanie, auto nie zostanie uszkodzone. Zadzwoniłam do redakcji i opowiedziałam swoją historię, żeby przestrzec innych, bo wychodzi na to, że parking strzeżony nie do końca jest tak strzeżony, jak myślimy – wyjaśnia lubinianka.

Właściciel parkingu tłumaczy, że też ma swoje racje. – Uszkodzenie, jeśli nastąpiło na parkingu, trzeba zgłosić, zanim się z niego wyjedzie. Mamy regulamin. Jest wywieszony tutaj na szybie. Mamy go także dla każdego, kto nie dostrzegłby przyklejonego do szyby – mówi właściciel parkingu pan Władysław, trzymając wydrukowany regulamin. – Nieraz zdarzało się też, że ludzie usiłowali nas oszukać. Uszkodzili auto poza parkingiem, a potem próbowali wmówić nam, że to się stało na parkingu. Dlatego mamy regulamin.

Jak wyjaśnia pan Władysław, parking nie odpowiada też za szkody, które wyrządził ktoś znajdujący się poza placem parkingowym, czyli na przykład przez ogrodzenie. – Inaczej żadna ubezpieczalnia by nas nie ubezpieczyła – dodaje właściciel parkingu.


POWIĄZANE ARTYKUŁY