Została okradziona i chciała zgłosić sprawę na policję. – Zasugerowano mi, że jestem pijana i odesłano – mówi lubinianka Jadwiga Bogacz. Stróże prawa przedstawiają tamtą sytuację jednak zupełnie inaczej. Pani nie chciała podać swoich danych, dlatego nie przyjęto zgłoszenia…
Pani Jadwiga przyszła do naszej redakcji, bo, jak mówi, boi się, że ktoś posłuży się jej skradzionym dowodem osobistym i weźmie na nią na przykład pożyczkę w banku. – Skradziono mi całą torebkę. W środku była portmonetka, w niej 200 zł, a także karta do bankomatu – mówi Jadwiga Bogacz. – A wszystko zaczęło się od tego, że chciałam pomóc człowiekowi w potrzebie – dodaje.
Jak opowiada lubinianka, gdy wracała z pracy, spotkała mężczyznę, który poprosił ją o pomoc. Źle się czuł. Kobieta zaprosiła go do mieszkania, poczęstowała wodą, pozwoliła odpocząć. Mężczyzna przedstawił się jako Robert. – Chciał się umyć, więc poszłam przygotować łazienkę – wspomina pani Jadwiga.
Mężczyzna zaczął kręcić się po mieszkaniu, a później wyszedł, pod pretekstem, że musi iść po swoje tabletki.
– Po jakimś czasie zorientowałam się, że nie ma mojej torebki – mówi lubinianka. – Kartę do bankomatu zastrzegłam w banku. Poszłam też na policję. Byłam zdenerwowana i w szoku. Chciałam złożyć doniesienie o kradzieży. Zasugerowano mi, że jestem pijana i nie przyjęto zgłoszenia – relacjonuje. – Wyszłam z komendy i poszłam na Bema zrobić badanie krwi. Napiszę też oficjalne zgłoszenie o kradzieży do policji, dołączę to badanie. Nie chcę jednak, żeby ktoś wykorzystał mój dowód, dlatego przyszłam do was – dodaje.
Policjanci opisują tę sytuację jednak zupełnie inaczej. Dyżurny, który wczoraj pracował, kiedy przyszła pani Jadwiga, mówi, że kobieta zachowywała się dziwnie. – Nikt nie mówił, że pani jest nietrzeźwa. Powiedziała, że miała w domu dokumenty i nie wie co się z nimi stało. Policjant wyjął notatnik, żeby zapisać dane pani, ale ona zaczęła krzyczeć i nie chciała ich podać. Wyszła z komendy – mówi Jan Pociecha, rzecznik lubińskiej policji.
Mimo wszystko, jak sugerują policjanci, kobieta powinna zastrzec dowód osobisty w urzędzie miejskim, czyli w instytucji, która go wydała, żeby nikt nie mógł się nim posłużyć. Radzą także, jeśli pani Jadwiga została okradziona zgłosić to w komendzie.





